Filozofia na krakowskim Kazimierzu… Nieśmiertelność i śmierć (Andrzej Szczeklik)

W kwietniu ukazała się ostatnia książka Andrzeja Szczeklika – lekarza-humanisty, o którym pisałem dwa miesiące temu.  Nagła śmierć A. Szczeklika spowodowała, że książka, którą trzymam teraz z ręku ma niezwykły wydźwięk, zwłaszcza jej tytuł – Nieśmiertelność.

Cóż lekarz może powiedzieć o nieśmiertelności? Przecież najczęściej jest tym, który stwierdza zgon…

Książka Szczeklika to kolejna (i niestety ostatnia) odsłona rozważań wokół prometejskiego mitu medycyny. Krakowski medyk zauważał, że najnowsze techniki i odkrycia naukowe kierowane są tym samym odwiecznym pragnieniem – zapewnienia ludziom nieśmiertelności. Dostrzegał on również, że najnowsze dzieje medycyny są kolejną wariacją na temat poszukiwań nieśmiertelności. Dzięki podejściu humanistycznemu złączył on mistrzowsko stanowisko naukowca i osoby głęboko wierzącej.

Wspomniana książka składająca się z 12 esejów prowadzi nas po filozoficznych pograniczach medycyny. Z pewnością najbardziej filozoficzna z nich jest opowieść zatytułowana “Śmiech Demokryta”. Szczeklik zwrócił w niej uwagę na podobieństwa filozofa i lekarza, tak pisząc o Demokrycie:

A. Szczeklik (fot. A. Walanus)

“Mędrzec poznaje naturę ludzką i poznaje chorobę toczącą świat. Stawia jej diagnozę i decyduje się ją leczyć – śmiechem” (s. 20).

Hipokrates był dla Szczeklika również mędrcem, jedynym, który zrozumiał trafność diagnozy Demokryta. Sztuka leczenia i filozofia były dla niego blisko związane – obie dotykały granic w poznaniu prawdy o człowieku i świecie, choć czyniły to na odmienne sposoby. Jednak wspólnota problemów była tym, co nieustannie zbliżało ku sobie te dziedziny. Medycyna była jednak w ujęciu Szczeklika dziedziną heterogeniczną, była ona paradoksalną mieszanką przeciwstawnych na pozór czynników:

Andrzej Szczeklik w PAU w 2008 r. (fot. A. Walanus)

“Niby dwie odnogi rzeki, rozum i magia łączą się we wspólnym nurcie medycyny. Rozum – stawia na obserwację chorego, na leczenie wywodzące się z empirii. Nićmi logiki wiąże tajemnice ciała. Magia – mocą słowa przepędza chorobę, zaklina świat” (s. 35).

Wyjątkowo interesujące u Szczeklika są rozważania prowadzone na bazie historii nauki. To prowadzenie rozważań na bazie historii to też jedno z charakterystycznych cech krakowskiej tradycji filozoficznej – historia jest kluczem do zrozumienia teraźniejszości. Z dwóch esejów “Przemiany” oraz “Rodowód” wyraźnie bije fascynacja autora historią, w której dopatruje się ważnych wątków filozoficznych. “Rodowód” jest również swoistym zarysem obrazu świata widzianego przez pryzmat współczesnych teorii naukowych – obraz może w szczegółach nieprecyzyjny, ale ujmujący erudycją i wypełniający dotkliwą lukę w dzisiejszej pracy filozoficznej. Dziś mało kto ma odwagę mówić o obrazie świata – Szczeklik konsekwentnie rozwijał jednak swoją holistyczną postawę humanisty, która motywowała go do podejmowania takich karkołomnych prób.

André Brouillet, fragment obrazu “Une leçon clinique à la Salpêtrière” (1887) (Wikipedia)

Z historii związanych z przeszłością medycyny najbardziej interesująca wydała mi się ta o losach nieuchwytnej histerii – odsłania ona wiele problemów filozofii nauki. Szczeklik rozwijał swoją myśl również w odniesieniu do dzieł sztuki, które stanowił dla niego ważne źródło inspiracji. Tak też było z obrazem autorstwa André Brouilleta, który przedstawiał Jeana-Martina Charcota uczącego w klinice Salpêtrière w Paryżu – widzimy na nim profesora oraz kobietę chorą na histerię (Marie Wittman) podtrzymywaną przez studenta – Józefa Babińskiego.

Obrazy odgrywały dla Szczeklika ogromną rolę – tak jak na przykład obraz Isidre Nonell “Biedacy czekający na zupę” (1899). Dzieło to wywołało refleksję nad miłosierdziem, a podstawą stało się tu skojarzenie z niezwykle bliskim mu miejscem – ulicą Skawińską, gdzie przed stu laty działał święty brat Albert.

“Ten domek był – wypisz, wymaluj – jak znana mi kuchnia braci albertynów. Nędzarze, choć nieco bardziej kolorowi, w tym samym skuleniu w sobie, w skłonieniu głowy, przycupnięciu na schodach – jak ich widywałem od wielu, wielu lat na Skawińskiej” (s. 108).

Isidre Nonell, “Pobres esperando la sopa” (1899), Museu de Monserrat (Wikipedia)

Tak w 2009 r. podczas uroczystości z okazji dziesięciolecia kanonizacji brata Alberta mówił o swoich związkach z tym miejscem . Przyjrzyjmy się więc na zakończenie temu, jak o znanych miejscach A. Szczeklik – pokazują one dlaczego powiązanie A. Szczeklika z ulicą Skawińską okazało się bardzo trafne:

“Skawińska – niewielka ulica na krakowskim Kazimierzu, ślepo kończąca się na wałach wiślanych, dla mnie jest miejscem szczególnym. Tutaj przed blisko 35 laty objąłem kierownictwo Kliniki. Mieściła się ona w starym, zapuszczonym szpitalu izraelickim. Wchodziło się do niego bocznym wejściem, od podwórka, przez zwały koksu, wzdłuż żelaznych prętów ogrodzenia, przez które nasi sąsiedzi, pensjonariusze zakładu utworzonego jeszcze przez brata Alberta, wysuwali ręce, żebrząc o papierosa. Podobnie jak ten zakład, szpital w tamtych latach sprawiał wrażenie przygnębiające. [...] Ale ja się tego wyzwania nie obawiałem. Słowo „Skawińska” dla mnie brzmiało jak ziemia obiecana. Wierzyłem, że zorganizuję tam klinikę, o jakiej marzyłem. “

Dla zainteresowanych:

  • Sprawozdanie z wystąpienia A. Szczeklika na obchodach albertyńskich w: Głos Brata Alberta3/62 (2010), s. 13 (plik PDF ).

Rozmowa uczonych. Od lewej: J. Vetulani, A. Szczeklik i M. Heller w PAU (fot. A. Walanus)

 

Dodaj komentarz

Filed under etyka, filozofia medycyny, humanizm, Skawińska, XX wiek, XXI wiek

Jan Paweł II o krakowskich tradycjach intelektualnych

Jan Paweł II podczas spotkania z ludźmi nauki w kolegiacie św. Anny w Krakowie (1997)

Dziś przypada I rocznica beatyfikacji Jana Pawła II, z tej okazji chciałbym zaprosić do refleksji nad kolejnym aspektem myśli tego wielkiego Polaka. Niniejsze strony opisują tradycje intelektualne środowiska krakowskiego – współtworzył je również Karol Wojtyła. Ostatnio czytając jedno z jego przemówień uderzyło mnie to jak ważna dla niego była kwestia tradycji intelektualnych Krakowa. Widział w nich źródło kultury i nauki polskiej oraz dostrzegał jej związek z tradycjami duchowości chrześcijańskiej. Temat ten wydał mi się więc podwójnie interesujący – po pierwsze aby przyjrzeć się kwestii tradycji w rozwoju filozofii a po drugie by ukazać zapomniany wątek myśli Jana Pawła II.

Z okazji kanonizacji św. Jadwigi (8 czerwca 1997 r.) podczas homilii wygłoszonej na Błoniach papież mówił o Jadwidze jako tej, która była współtwórczynią krakowskiego środowiska intelektualnego, które można w dużej mierze utożsamić z ówczesnym środowiskiem filozoficznym:

“Z jasnością, która po dzień dzisiejszy oświeca całą Polskę, wiedziała, że tak siła państwa, jak siła Kościoła mają swoje źródło w starannej edukacji narodu; że droga do dobrobytu państwa, jego suwerenności i uznania w świecie wiedzie przez prężne uniwersytety. Dobrze też wiedziała Jadwiga, iż wiara poszukuje zrozumienia, wiara potrzebuje kultury i kulturę tworzy, żyje w przestrzeni kultury. I  niczego nie szczędziła, aby ubogacić Polskę w całe duchowe dziedzictwo zarówno czasów starożytnych, jak i wieków średnich. Nawet swoje królewskie berło oddała uniwersytetowi, sama zaś posługiwała się pozłacanym berłem drewnianym. Fakt ten, mając konkretne znaczenie, jest także wielkim symbolem. Za życia nie królewskie insygnia, ale siła ducha, głębia umysłu i wrażliwość serca dawały jej autorytet i posłuch. Po śmierci jej ofiara zaowocowała bogactwem mądrości i rozkwitem kultury zakorzenionej w Ewangelii. Za to szczególne dzieło Jadwigi dziękujemy dziś, gdy z dumą wracamy do owych sześciuset lat dzielących nas od założenia Wydziału Teologicznego i odnowy uniwersytetu w Krakowie — lat, rzec można, nieprzerwanej świetności nauki polskiej.”

To właśnie uniwersytet odgrywał kluczową rolę w budowaniu kultury państwa. Akademia Krakowska – w interpretacji papieża – była miejscem łączenia nauki i wiary. Odnajdujemy tu zarys myśli wyrażonych w encyklice Fides et Ratio. Dla Wojtyły dzieje polskiej umysłowości były swoistym pierwowzorem myślenia o harmonizacji tych dwóch sfer działalności człowieka. Uniwersytet ten pełnił według niego również rolę tygla, w którym nie tylko stapiała się nauka i wiara ale również kultura wschodu i zachodu – miał więc wyjątkowe miejsce na intelektualnej mapie Europy.

„Raduj się dziś, Krakowie!” Raduj się, bo nadszedł wreszcie czas, że wszystkie pokolenia twoich mieszkańców mogą oddać hołd wdzięczności świętej Pani Wawelskiej. To właśnie głębi jej umysłu i serca zawdzięczasz, królewska stolico, że stałaś się znaczącym w Europie ośrodkiem myśli, kolebką kultury polskiej i pomostem pomiędzy chrześcijańskim Zachodem i Wschodem, wnosząc niezbywalny wkład w kształt europejskiego ducha”.

Jan Paweł II pozdrawia pracowników i studentów UJ (1997)

Tradycje intelektualne krakowskiego środowiska uniwersyteckiego uważał on również za jedne z najwartościowszych polskich tradycji:

“Na Uniwersytecie Jagiellońskim kształcili się i wykładali ci, którzy na cały świat rozsławili imię Polski i tego miasta, ze znawstwem włączając się w najważniejsze debaty swojej epoki. Dość wspomnieć wielkiego rektora krakowskiej Wszechnicy — Pawła Włodkowica, który już na początku XV wieku kładł podwaliny pod nowożytną teorię praw człowieka, czy Mikołaja Kopernika, którego odkrycia dały początek nowemu spojrzeniu na kształt stworzonego kosmosu.

A czy nie powinien Kraków, a wraz z nim Polska cała, dziękować za to dzieło Jadwigi, które przyniosło najwspanialszy owoc — owoc życia świętych studentów i profesorów? Stają więc między nami dziś te wielkie postaci Bożych mężów, wszystkie pokolenia — od Jana z Kęt i Stanisława Kazimierczyka po błogosławionego Józefa Sebastiana Pelczara i sługę Bożego Józefa Bilczewskiego — aby włączyć się w nasz hymn uwielbienia Boga za to, że dzięki ofiarnemu dziełu królowej Jadwigi to miasto stało się kolebką świętych.”

W historycznej wizji tradycji intelektualnych Krakowa u Jana Pawła II spotykają się myśliciele i święci – tworzą one pochód postaci, pochód arystokracji umysłu, która jest arystokracją ducha.  Ten aspekt podkreślają również słowa Jana Pawła II, które miały być wygłoszone na Błoniach w czerwcu 1999 r. Wówczas to papież z powodu choroby nie mógł przybyć na Błonia, ale zabrzmiały tam napisane przez niego przejmujące słowa, będące wyrazem wdzięczności za 1000 lat Kościoła krakowskiego:

“Pozostając w nurcie Kościoła powszechnego, a równocześnie zachowując swą niepowtarzalność, ta wspólnota [Kościoła krakowskiego] nadawała kształt historii i kulturze Krakowa, regionu i, można powiedzieć, całej Polski. Cóż może o tym świadczyć wymowniej niż wawelska Katedra? [...] A przecież każdy kościół, każda kaplica zakonna zdaje się mówić o tym samym — o tym, że dzięki tysiącletniej obecności Kościoła ziarno Ewangelii posiane na tej ziemi wydawało obfite owoce w historii podwawelskiego grodu.
Czy nie o tym samym mówi krakowska „Alma Mater”? Czy nie z miłości do Chrystusa i z posłuszeństwa Jego wezwaniu do głoszenia Ewangelii narodom zrodziło się w sercu Świętej Jadwigi Królowej pragnienie utworzenia Wydziału Teologicznego i podniesienia Akademii Krakowskiej do rangi uniwersytetu? Sława tej Wszechnicy w całej Europie przez wieki była powodem chluby krakowskiego Kościoła”.

Uniwersytet był zrośnięty z Kościołem krakowskim, a jego rozwój miał charakter opatrznościowy dla narodu. Powtórzył się podczas tego dziękczynienia motyw pochodu arystokratów ducha, tym razem chyba najpełniejszy spośród tych, które znalazły się w oficjalnych wypowiedziach:

“Stąd wyszli uczeni tej miary co święty Jan Kanty, Piotr Wysz, Paweł Włodkowic i inni, którzy wywierali niemały wpływ na rozwój myśli teologicznej w Kościele powszechnym. Trudno nie wspomnieć Mikołaja Kopernika, Stanisława ze Skalbmierza, Jana Kochanowskiego i całych zastępów tych, którzy tu wzrastali w mądrości, a umiłowawszy prawdę, dobro i piękno, na różne sposoby dawali świadectwo, iż w Bogu znajdują one swe ostateczne spełnienie. Czym byłby Kraków bez tego owocu wiary i mądrości świętej Jadwigi?”

Jan Paweł II podczas uroczystości wręczenia doktoratu honoris causa (fot. Arturo Mari)

W ujęciu papieża historia Krakowa stanowiła organiczną jedność dziejów, w której zrośnięte jest to co duchowe z żywą tkanką kultury. Stąd dzieje krakowskich intelektualistów były również częścią dziejów życia duchowego kościoła Krakowskiego. Nie był to jednak jedyny sposób patrzenia na dzieje intelektualne Krakowa – w wypowiedzi podczas nadania doktoratu honoris causa UJ w roku 1983 r. wskazywał jedynie na tradycje związane z rozwojem nauki i kultury:

“Ileż imion wielkich w dziejach narodu, nauki i kultury! Żeby wspomnieć tylko Wojciecha z Brudzewa, Mikołaja Kopernika, Macieja Miechowitę, Stanisława ze Skalbmierza, Pawła Włodkowica, Jakuba z Paradyża, świętego Jana z Kęt, Zbigniewa Oleśnickiego, Stanisława Hozjusza, Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Marcina Kromera…

To tylko niektóre imiona z pierwszego okresu Akademii Jagiellońskiej, który zresztą był okresem jej szczególnej świetności.

Potem mijają stulecia. Epoki dziejów Polski, dziejów Europy i świata. Epoki dziejów nauki i kultury. Poprzez wszystkie te stulecia Uczelnia Jagiellońska trwa w samym sercu nauki i kultury polskiej.

Nie sposób wymienić tu wszystkich, którzy na to zasługują. Pozwólcie, że wspomnę przynajmniej o Janie Śniadeckim, Hugonie Kołłątaju, Zygmuncie Wróblewskim, Karolu Olszewskim, Marianie Smoluchowskim.”

św. Jadwiga

Warto zwrócić uwagę na pewien feministyczny wydźwięk wypowiedzi papieskich, który najlepiej streszcza zacytowane uprzednio zdanie: “Czym byłby Kraków bez tego owocu wiary i mądrości świętej Jadwigi?”. To właśnie Jadwiga – córka króla Węgierskiego – stała się osobą niezwykle zasłużoną dla polskiego Krakowa. To dzięki wierze i rozumowi tej kobiety tradycje Krakowa są tak piękne. A co do wątku węgierskiego, to Jan Paweł II mocno przeżywał wdzięczność dla tego narodu za dar, jakim była dla Polski Jadwiga Andegaweńska. Warto przytoczyć tu mało znane a znamienne słowa wypowiedziane na dziedzińcu Domu Długosza przy ul. Kanoniczej 25 w roku 1991 z okazji poświęcenia nowej siedziby Papieskiej Akademii Teologicznej (dziś Uniwersytet Papieski Jana Pawła II):

“Nie bez znaczenia jest okoliczność, że przez Kraków udaję się na Jasną Górę, a z Jasnej Góry przez Kraków jadę na Węgry. Właśnie te miejsca mówią o najmocniejszych więzach, jakie łączyły nas z naszymi pobratymcami z południa, których języka chyba jeszcze bardziej my nie rozumieliśmy niż oni naszego. Niemniej czuję całą wymowę tego powiązania — przypuszczam, że nikt nie czuje tego w ten sposób, jak my, powiedziałbym, może w szczególny sposób, jak ja — powiązania pomiędzy Wawelem, błogosławioną królową Jadwigą, jej krzyżem, grobowcami królewskimi, Batorym, tym dziedzińcem i tą Akademią. Akademią, którą w ostatecznej postaci ona fundowała jeszcze przed swoją przedwczesną śmiercią. A wiemy, że przyszła do nas z Węgier. Udając się na Węgry, pragnę w jakiś sposób spłacić wszystkie te długi. Chociaż nie wiem, czy moi bracia i siostry na Węgrzech o tym wiedzą, ale ja tam jadę spłacać także wielkie długi ojczyste”.

Nadszedł teraz czas, aby zadać pytanie które może nas niepokoić w trakcie lektury wypowiedzi papieskich. Czyż obraz dziejów zarysowany przez Jana Pawła II nie jest nazbyt idealistyczny? Pytanie to jednak można odwrócić – czy obraz Krakowa bez takiego spojrzenia sub specie aeternitatis byłby wystarczający? Tak sformułowane pytanie wiedzie nas jednak ku kwestii tradycji – czy bez tradycji można zrozumieć cokolwiek z przeszłości? Pisząc o tradycjach filozoficznych Krakowa nie sposób więc uciec od tradycji chrześcijańskiej.

A czym była krakowska tradycja intelektualna dla Jana Pawła II? Wydaje się, że rozumiał on historię intelektualną w ramach historii Kościoła krakowskiego, wpisana więc była ona w dzieje zbawienia. Ale skąd tu miejsce dla tradycji? Tradycja jest czymś co pozwala przekraczać mądrość życia jednego człowieka. Tradycja pozwala – używając słów Newtona – stanąć na ramionach gigantów, aby spojrzeć jeszcze dalej. Tak rozumiana tradycja nie jest balastem, ale szansą – pozwala na sięganie po to, na co pracowało tak wielu przed nami. Tak rozumiana tradycja zmusza również do pokory, że i my budujemy dla tych co po nas przyjdą. Może te wartości nie są dziś popularne – promuje się raczej życie tylko dla siebie, życie stwarzane z nicości według własnej zachcianki. Złudna wolność odrzucenia tradycji powoduje, że człowiek staje się bezbronny i zagubiony w rzeczywistości.

Jan Paweł II silnie przeżywał duchową łączność ze swymi poprzednikami – z tymi wszystkimi, którzy tutaj wcześniej próbowali zrozumieć rzeczywistość i złączyć rozumienie z wiarą. Niech te kilka przypomnianych wypowiedzi wraz z refleksją będzie skromnym przyczynkiem do świętowania pierwszej rocznicy jego beatyfikacji. Warto by ten największy Polak XX wieku i oryginalny myśliciel był znany pod Wawelem, w miejscach, z którymi tak wyjątkowo był związany.

Dla zainteresowanych – wypowiedzi Jana Pawła II podczas pielgrzymek do ojczyzny:

Homilia Jana Pawła II wygłoszona przez kard. Macharskiego na krakowskich Błoniach (15 czerwca 1999 r.)

Przemówienie wygłoszone z okazji sześćsetlecia Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego (8 czerwca 1997 r.)

Homilia wygłoszona w czasie Mszy św. kanonizacyjnej bł. królowej Jadwigi (8 czerwca 1997 r.)

Przemówienie wygłoszone z okazji poświęcenia nowej siedziby Papieskiej Akademii Teologicznej (13 sierpnia 1991 r.)

Przemówienie w czasie uroczystości nadania doktoratu hc Uniwersytetu Jagiellońskiego (22 czerwca 1983 r.)

Przemówienie do przedstawicieli świata nauki i kultury zgromadzonych w kościele oo. paulinów na Skałce (8 czerwca 1979 r.)

Dodaj komentarz

Filed under Franciszkańska, humanizm, Kanonicza, scholastyka, Skałka, Wawel, XX wiek, św. Anny

Gdzie powstało pierwsze polskie towarzystwo filozoficzne? (ul. św. Anny 6)

Collegium Physicum (Kołłątaja) przy ul. św. Anny 6 (I poł. XIX wieku). Ryt. Piotr Wroński, wg rys. A. Bakałłowicza (Wikipedia)

Niniejszy wpis chciałbym poświęcić przypomnieniu najstarszego towarzystwa filozoficznego grupującego polskich filozofów. Dziś historia ta jest zapomniana i wiedzą o niej jedynie nieliczni specjaliści, a warto ją przypomnieć, bo rzuca interesujące światło na rolę środowiska krakowskiego w rozwoju współczesnej filozofii polskiej.

Na ten temat natknąłem się badając początki krakowskiej filozofii przyrody. Intrygujące było, skąd wziął się krakowski styl uprawiania filozofii. W wyniku poszukiwań okazało się, że początki związane są z osobami dwóch krakowskich uczonych: Władysława Heinricha (filozofa i psychologa eksperymentalnego) oraz Maurycego Straszewskiego (filozofa).

Władysław Heinrich (1869-1957)

Maurycy Straszewski (1848–1921)

Prekursorem nowej filozofii przyrody był z pewnością Heinrich, który po studiach filozoficznych u Avenariusa, rozpoczął pracę w zakładzie fizyki UJ w 1897 r. To on jest autorem pierwszego artykułu prezentującego filozofię uprawianą w kontekście nauk przyrodniczych: O stosunku pojęć i zasad fizycznych do filozofii, “Przegląd Filozoficzny”, vol. 2 (1898-1899).

Heinrich był członkiem krakowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika i to zapewne on był głównym inicjatorem pomysłu stworzenia sekcji filozoficznej w ramach tego towarzystwa. W ten sposób powstało  pierwsze polskie towarzystwo filozoficzne o charakterze specjalistycznym – nastawione na filozofię przyrody.Wyprzedziło ono o 5 lat powstanie Polskiego Towarzystwa Filozoficznego we Lwowie, które z kolei otwarte było na każdą formę filozofii.

Tak oto krakowska prasa zawiadamiała o powstaniu tego sekcji filozoficznej.

Jak dowiadujemy się z notki to właśnie w sali wykładowej Collegium Kołłątaja planowane było spotkanie inauguracyjne (późniejsze notki również podają ten sam adres św. Anny 6). Warto zwrócić uwagę, że w powyższej notatce podano nazwę sekcji „filozoficzno-przyrodniczej”. Miała ona zapewne sygnalizować interdyscyplinarny charakter towarzystwa i to, że filozofia będzie uprawiana w bliskości z naukami przyrodniczymi. Zresztą sam wybór miejsca potwierdzał ową bliskość! Nie wiemy dziś dlaczego doszło do zmiany nazwy, ale charakter filozofii z pewnością odpowiadał deklaracjom.

Żeby nie być gołosłownym proponuję odwołać się do sprawozdania z pierwszego roku działalności opublikowanego na łamach „Kosmosu” z roku 1900.

Z zestawienia tematów w pierwszym sprawozdaniu  widać dominujący wpływ empiriokrytycyzmu (Avenarius, Mach, Cornelius) w początkach tego nurtu filozofii. Warto podkreślić, że od samego początku cel działalności sekcji był określony wyraźnie i nastawiony na rozwój filozofii w kontekście nauk. Warto zaznaczyć, że pomimo silnych wpływów empiriokrytycyzmu u początków krakowskiej filozofii przyrody leżało odrzucenie nastawienia antyteoretycznego i antyfilozoficznego. Heinrich wraz ze Straszewskim od samego początku kładli nacisk na związek dyskusji filozoficznych z konkretnymi zagadnieniami naukowymi, chcieli bowiem aby

„posiedzenia sekcyjne, zachowawszy swój charakter dyskusyj ściśle przedmiotowych, staną się miejscem zupełnie swobodnej wymiany poglądów na zagadnienia omawiane, przez co pomogą do tworzenia się nowych i do wyjaśniania starych zapatrywań”.

To rozstrzygnięcie metodologiczne będzie później kontynuowane i stanie się znakiem rozpoznawczym krakowskiej filozofii przyrody.

Sekcja działała kilka lat (przynajmniej do r. 1902), później urywają się sprawozdania z jej działalności. W 1909 roku w miejsce sekcji powołano Towarzystwo Filozoficzne w Krakowie, które nie miało już specjalistycznego nastawienia (ważną rolę w nowym towarzystwie odgrywał M. Straszewski). Znaczenie sekcji filozoficznej dla rozwoju polskiej filozofii przyrody jest kluczowe – bez niej ta działalność na początku XX wieku nie rozwinęła by się tak owocnie. To również dzięki tej sekcji powstała w Krakowie tradycja spotkań interdyscyplinarnych naukowców i filozofów, która trwa tutaj do dnia dzisiejszego.

Collegium Kołłątaja - widok obecny (Wikipedia, autor Zygmunt Put)

Dla zainteresowanych:

  • P. Polak, „19th Century Beginnings of the Kraków Philosophy of Nature”, [w:] Philosophy in Science. Methods and Applications, B. Brożek, J. Mączka, W.P. Grygiel (red.), Copernicus Center Press, Kraków 2011, s. 325-333.

Dodaj komentarz

Filed under empiriokrytycyzm, filozofia przyrody, XIX wiek, XX wiek, św. Anny

Filozofia przyrody z Wojtyłą na św. Marka 8 (Jerzy Janik)

Jerzy A. Janik (fot. A. Walanus)

Tym razem niestety kolejny wpis związany ze smutnym wydarzeniem – 20 marca 2012 r. odszedł od nas  prof. Jerzy A. Janik (ur. 1927), wybitny fizyk i wyjątkowy filozof przyrody. Był on członkiem kilku akademii naukowych i wielu towarzystw naukowych. Dla nas ważne jest, że był również przewodniczącym Komisji Filozofii Nauk Przyrodniczych PAU w Krakowie.

Janik z pochodzenia był lwowiakiem, ale II wojna światowa nie tylko pozbawiła go ojca (zamordowany w Katyniu), ale również wygnała go do Krakowa, z którym to miastem związał się już na całe pozostałe życie. Tutaj studiował fizykę i szybko rozwijał swą karierę naukową zostając jednym z najmłodszych ówcześnie profesorów fizyki (więcej o jego działalności naukowej można znaleźć tutaj i tutaj).

J. Janik podczas ostatniego seminarium Religia-Nauka-Dzieje (fot. A. Walanus)

Dziś odbył się jego pogrzeb na cmentarzu w Bieżanowie Starym, wpis ten poświęcony będzie zatem przypomnieniu niezwykłych spotkań, dzięki którym krakowska filozofia przyrody przetrwała najciemniejszy czas stalinizmu. Postaciami, które odegrały kluczową rolę w tej historii był Karol Wojtyła i wspomniany Jerzy Janik. Spotkania te odbywały najczęściej w mieszkaniu Janików przy ul. św. Marka 8, niekiedy jednak miały miejsce podczas wędrówek w górach.

Tak po latach Jan Paweł II wspominał te “seminaria”:

Wracam często myślą do roku 1953, do tej pamiętnej wyprawy w Gorce, która dała początek naszym dyskusjom i która poniekąd ukonstytuowała tak zwane “środowisko fizyków”. Wędrowaliśmy latem i zimą, łącząc turystykę z dyskusją. W Krakowie spotykaliśmy się w gościnnym domu państwa Janików, najpierw przy placu Dominikańskim, potem na ulicy św. Marka. Były także spotkania u mnie na Franciszkańskiej, a od roku 1978 te spotkania przeniosły się do Castel Gandolfo (wypowiedź z 1997 r.).

Jerzy A. Janik (fot. A. Walanus)

Aby zrozumieć klimat, w jakim doszło do odrodzenia spotkań interdyscyplinarnych musimy odwołać się do sytuacji powojennej – Polska decyzją aliantów znalazła się w strefie wpływów sowieckich i po 1945 r. poddana została silnej sowietyzacji. Okres stalinizmu był czasem najcięższego terroru politycznego, który nie ominął nawet filozofii – możliwe było uprawianie tylko filozofii prawomyślnej jaką był marksizm-leninizm (niekiedy również stalinizm). Różnymi represjami i naciskami usuwano z uczelni filozofów niepokornych wobec nowej ideologii. W tym kontekście neotomizm  rozwijany najpierw dla potrzeb teologii katolickiej nabrał znaczenia, ponieważ był jedyną niemarksistowską filozofią przyrody uprawianą przez większą grupę; miał również cechy tak potrzebnej wówczas intelektualnej opozycji. Kościół i rozwijany w nim neotomizm stawały się praktyczną ostoją wolności myślenia w zniewolonej rzeczywistości.

Jerzy A. Janik

W roku 1953 r. Karol Wojtyła po uzyskaniu habilitacji na UJ (dosłownie w ostatniej chwili przed bezprawnym usunięciem Wydziału Teologicznego z tej uczelni) nawiązał kontakt z grupą krakowskich naukowców. Warto przypomnieć tutaj, że Wojtyła przyjmował  pewną wersję zmodyfikowanego neotomizmu. Wokół niego zgromadzili się fizycy, a spiritus movens tej grupy stał się Jerzy Janik. A oto jeszcze jedno wspomnienie Jana Pawła II, tym razem z roku 1995:

I wreszcie we wrześniu [1953 r.], gdy w górach spadł już pierwszy śnieg, razem z Jurkiem [Janikiem], z Jasią [Janikową], z fizykami wybraliśmy się na pierwszą wyprawę beskidzką, która zaczęła się w Zawoi, od Babiej Góry, a skończyła się chyba gdzieś za Mogielicą. Ta wyprawa była początkiem tego eksperymentu, dialogu filozoficzno-fizykalnego między filozofami a fizykami. Bo okazało się, że Jurek chce mnie wysondować na temat filozofii, od św. Tomasza i Arystotelesa, a ja się specjalnie nie broniłem. Potem stało się to nawykiem, to dyskutowanie problemów między metafizyką i fizyką.

We wspomnianej grupie “fizyków” dyskutowano o kwestiach filozoficznych, jak i poruszano zagadnienia relacji nauka-wiara. Dlaczego nazwa była brana w cudzysłów – najlepszej odpowiedzi udzielił sam J. Janik

Karol Wojtyła, zarówno w okresie krakowskim, jak i późniejszym, gdy został Papieżem, skupiał wokół siebie dwie główne grupy osób. Do jednej należeli ci, którzy nastawieni byli na odkrywanie prawdy – ich interesowały dyskusje na temat (że się tak wyrażę) struktury rzeczywistości. Do drugiej należeli ci, których bardziej interesowało pytanie, jak należy żyć. Pierwsza grupa uzyskała nazwę “fizyków”, a druga “inżynierów”. Należałem do tej pierwszej grupy, będąc istotnie fizykiem. Ale w jej skład wchodzili i chemicy, i matematycy, i biolodzy, i filozofowie, a nawet historycy. (J. Janik, Jan Paweł II a “fizycy”, Nasz Dziennik)

Pierwsze problemy poruszane w tej grupie dotyczyły różnicy pomiędzy abstrakcją fizyczną a metafizyczną. Problematyka ta skierowała dyskusje na temat istnienia, który z jednej strony inspirowany był koncepcją św. Tomasza z Akwinu (złożenie istnienia i istoty w bycie) a z drugiej próbowano odnajdywać analogie do problemów fizycznych.Tak Janik wspominał swoje pierwsze zetknięcie z pewnym aspektem metafizyki tomistyczno-arystotelesowskiej:

Po pierwsze, poznałem potęgę abstrakcji, która daje człowiekowi możliwość myślenia i rozumowania. Abstrakcji, która może sięgać tak daleko, że pomija wszystko z wyjątkiem tego, że coś jest. A drugą ważną rzeczą jest fakt, że słowa jest mogę użyć zarówno w odniesieniu do kamienia, jak i w odniesieniu do Boga. Muszę jednak pamiętać o różnicy, co decyduje o analogii. Siła abstrakcji i siła analogii – oto co niemal w pierwszej dyskusji zakomunikował mi przed laty ks. Karol Wojtyła – wielki erudyta i znawca filozofii. (Jan Paweł II a “fizycy”, Nasz Dziennik)

Seminarium w Castel Gandolfo – przemawia J. Janik (Głos z Torunia, 1999)

Janik – jak wspominał na komisji “Fides et Ratio” – próbował również odnajdywać fizyczne odpowiedniki dla koncepcji Akwinaty. Fizyków inspirowała również kwestia tego, jak rozumieć istnienie na gruncie mechaniki kwantowej. Grupa rozwijała się, spotykając się później przy ul. Franciszkańskiej 3. Po sławnym konklawe i to musiało się zmienić:

Spotkania dyskusyjne z Karolem Wojtyłą – te przy ul. św. Marka 8 – musiały oczywiście skończyć się z chwilą jego wyboru na papieża. Wtedy powstała idea przeniesienia (niejako) tych spotkań do letniej rezydencji Papieża w Castel Gandolfo (J. Janik).

Kontynuacją krakowskich dyskusji stał się więc cykl seminariów naukowych odbywających się w Castel Gandolfo w latach 1980-2003 zatytułowanych „Nauka – Religia – Dzieje”, które po śmierci Jana Pawła II przeniesione zostały do Polski (ostatnie w 2011 r. w Krakowie w PAU).

J. Janik i M. Heller podczas XVI seminarium Nauka – Religia – Dzieje, PAU Kraków (fot. A. Walanus)

Trwałym owocem filozoficznym tych dyskusji jest wprowadzenie koncepcji pola do rozważań metafizycznych wykorzystywano je do klasycznych problemów metafizyki: J. Życiński (pole potencjalności), J. Janik (pole miłości) choć niekiedy rozwiązania były co najmniej egzotyczne: Jacyna-Onyszkiewicz (pole jako podstawa opisu Trójcy Świętej).

Dla zainteresowanych:

Filozoficze artykuły J. Janika w czasopiśmie PAU-za Akademicka:

  • Jerzy A. Janik, Fizyka wkracza w metafizykę: Postać a Rzeczywistość   (90: str 3)
  • Jerzy A. Janik, Zjawiska (fakty) emergentne   (111: str 1-2)
  • Jerzy A. Janik, Ens, res, unum, aliquid, verum, bonum, …, pulchrum   (119: str 3)
  • Jerzy A. Janik, „Kot” Schrödingera. Esej o treści trochę naciąganej   (139/140: str 3)
  • Jerzy A. Janik, Ontologiczne spojrzenie na mikrocząstki   (150: str 2-3)
  • Jerzy A. Janik, Przestrzeń – uwagi niedostatecznie dogłębne   (162/163: str 2)
  • J. Janik w PAU (fot. A. Walanus)

Dodaj komentarz

Filed under filozofia przyrody, marksizm-leninizm, neoscholastyka, XX wiek, św. Marka

O pożytkach z jedzenia węży, jaszczurek i ropuch…. albo porady brata Mikołaja z Polski czyli przyczynek do rozważań o rewolucyjności krakowskich dominikanów. (Nicolaus de Polonia)

Dzisiaj przeniesiemy się w okolice ulicy Stolarskiej, do klasztoru dominikanów. Będziemy tu wracać jeszcze wielokrotnie, bo ojcowie dominikanie zapisali się w pamięci Krakowian nie tylko jako kaznodzieje. Rozpoczniemy od postaci, która chronologicznie rzecz biorąc jest pierwszym krakowskim uczonym, którego bez wątpienia można nazwać filozofem. Co więcej, był to filozof który wniósł interesujący wkład do filozofii średniowiecznej, choć poszedł odmiennymi ścieżkami od Tomasza z Akwinu.

Tak mogła wyglądać praktyka medyczna w średniowieczu (Bibliotheque Nationale de France)

Kraków od dawna miał szczęście do medyków o zacięciu filozoficznym. Pierwszym znanym szerzej na kartach historii jest dominikanin, brat Mikołaj, który swą praktykę lekarską rozwijał z dużym powodzeniem w krakowskim klasztorze.

O życiu Mikołaja wiemy stosunkowo niewiele: urodził się ok. 1225-1235 r. prawdopodobnie na Śląsku (Ganszyniec: „Pochodzenia niemieckiego, narodowości polskiej”), dwadzieścia1 lub trzydzieści lat 1270 uczył się w Montpellier, następnie w 1278 r. został nadwornym lekarzem Leszka Czarnego i przeniósł się do Krakowa, gdzie zmarł ok. 1316 r.

Znany pod imionami: Nicolas de Polonia, Nicolas de Bohemia, Nicolaus Polonus, Nicklas von Monpolir, Nikolaus von Mumpelier, Mikulás z Polski, Mikołaj z Polski. Niestety nie znane jest żadne ikonograficzne przedstawienie Mikołaja.

Średniowieczny fresk z Anagni (Włochy) przedstawiający wyimaginowane spotkanie ojców patologii humoralnej – Hipokratesa i Galena (Wikipedia)

Jak piszą William Eamon i Gundolf Keil Mikołaj z Polski był pierwszym, który przeciwstawił się oficjalnej nauce medycyny, uważają go więc za pioniera XIII-wiecznego ruchu medycyny alternatywnej. Mikołaj przeciwstawiał się zwiększaniu nacisku na scholastyczne teoretyzowanie w medycynie kosztem rozwijania praktycznej sztuki medycznej.   Jego pobyt w Montpellier przypadł właśnie na okres, w którym dokonywało się tworzenie medycyny „głównego nurtu” będącej opracowaniem medycyny Hipokratesa i Galena – wspomniani autorzy proces ten nazwali scholastyzacją medycyny starożytnej, a Mikołaja uznali za twórcę nurtu alternatywnego. Jak więc widać, pojęcie medycyny alternatywnej ma długie tradycje. A z ciekawości – proponowano wówczas swoistą matematyzację teorii medycznej: wyróżniano i kwantyfikowano stopnie oddalenia od równowagi organizmu.

Tak można przedstawić sobie koncepcję równowagi czterech humorów: krew, śluz (flegma), żółć, czarna żółć (Wikipedia).

Mikołaj uważał jednak, że praktycznie zorientowana sztuka radzi sobie lepiej z leczeniem od ścisłych konstrukcji teoretycznych (wostatnich czasach podobną tezę głosił niedawno zmarły A. Szczeklik).

W przypadku Mikołaja odrzucenie prymatu teorii miało jednak interesujące podłoże filozoficzne. Rozważając bowiem działanie teriaku, leczniczej mieszaniny uważanej za panaceum, sądził Mikołaj, że jej działania nie da się wywnioskować z wiedzy o działaniu poszczególnych składników (byłby więc antyredukcjonistą i zwolennikiem nowocześnie brzmiącej synergii). Jak piszą komentatorzy: „Dla lekarzy i filozofów przyrody trzynastego wieku teriak symbolizował ściśle empiryczny element, nieredukowalny do racjonalnych, teoretycznych kategorii, w przyrodzie” (s. 186-187). Dla Mikołaja obserwacja ta oznaczała podważenie wiary w możliwość tłumaczenia tego typu substancji w ramach systemu scholastycznego. Myśl niezwykle odważna jak na XIII wiek! Odrzucenie tradycji medycyny scholastycznej było więc wyciągnięciem konsekwencji filozoficznej z problemów epistemologicznych praktyki medycznej. Alternatywa nasuwała się sama – zwrot do empirycznych badań oddziaływań substancji. Mikołaj traktował ją bardzo skrajnie – proponował metodę skutecznego leczenia bez znajomości przyczyn prowadzących do wyzdrowienia.

Koncepcja czterech humorów

Tak w renesansie wyobrażano sobie koncepcję czterech humorów, którą odrzucił Mikołaj z Polski.

Czy można myśleć o Mikołaju jako o pradziadku koncepcji medycyny opartej na faktach (evidence based medicine)? Z pewnością koncepcje te dzieli ogromna odległość, zapewne twórcy nowoczesnej koncepcji nie inspirowali się rozważaniami średniowiecznego medyka, ale wspólne obu koncepcjom jest porzucenie poszukiwania wyjaśnień przyczynowych i dowartościowanie obserwacji. Z pewnością inne były również pobudki do tworzenia tych koncepcji – dla Mikołaja był to religijny zachwyt Tajemnicą świata niezgłębialną w swej ostatecznej instancji rozumem ludzkim. Działające substancje będące wytworem natury – zwane empirykami – działały więc według niego w cudowny sposób, będący konsekwencją boskości Boga-Stwórcy.

Koncepcja Mikołaja jest więc specyficzną wersją argumentu God of the gaps, o tyle interesującą, że otwierała ówczesną średniowieczną medycynę na rozwój poprzez odrzucenie dogmatycznego przywiązania do tradycji Hipokratesa i Galena oraz poprzez otwarcie na badania empiryczne, choć posiadała wszystkie wady tej argumentacji. Co więcej zbliżyła się ona była ona do okultyzmu (sam Mikołaj cenił wysoko filozofię Hermesa Trismegistosa i odwoływał się do niej) – była ona w dużej mierze rodzajem magii naturalnej (magia naturalis).

Ropucha paskówka (fot. Marek Szczepanek, Wikipedia). Według Mikołaja ropuchy miały niezwykłe zastosowania… Kto dziś pomyślałby o ropuchach jako szczególnych przejawach mocy przyrody pochodzącej od Boga?

Można więc patrzeć na Mikołaja jako na prekursora późniejszej o co najmniej dwa wieki renesansowej filozofii przyrody. Filozofia ta wyjaśniała rzeczywistość odwołując się do mocy tkwiących w rzeczach naturalnych, mocy które były wynikiem boskiego zrządzenia i od niego posiadały swą siłę. Dziś taka koncepcja filozofii budzi zrozumiały opór, ale warto o niej pamiętać jako o jednym z etapów rozwoju myśli filozoficznej. Uderzające jest to, że odrodzenie filozofii XIII wieku wywołane odzyskaniem dzieł starożytnych naukowców przyniosło zapowiedź pomysłów, które stały się dominującymi w okresie zwanym Renesansem, niestety były one krokiem w kierunku irracjonalizmu.

Dziś rozwój badań empirycznych pozwolił zapełnić dziury w wiedzy, które zainspirowały Mikołaja do stworzenia koncepcji empiryków – irracjonalność tych elementów była więc wynikiem zbyt radykalnego podejścia do trudności w wytłumaczeniu zjawisk naturalnych. Z tego powodu jego koncepcje są dziś dziś albo jedynie ciekawostką dla historyków nauki albo pożywką dla ludzi spragnionych okultyzmu. Nas jednak na drodze filozoficznej interesuje powinna interesować tylko ta pierwsza kwestia.

Matthias Withoos (1627–1703)

Kilka ciekawostek:

  • Najważniejsza praca Mikołaja Antipocras zachowała się tylko w jednym manuskrypcie (Berlin, codex Philipis, 1672).
  • Ze względu na wskazówki dotyczące leczenia bólu zębów Mikołaj uważany jest za prekursora dentystyki w Polsce.
  • Jak podaje Rocznik Traski Mikołaj był postacią o dużym wpływie na otoczenie (co przypisywano sukcesom jego medycyny): najpierw przekonał braci dominikanów, a następnie samego Leszka Czarnego, by wprowadzić do jadłospisu węże, jaszczurki i żaby. Jeśli była to prawda to płynęłyby stąd dwa interesujące wnioski: żaby zagościły na stołach książęcych tu już w XIII w. no i mamy tu przykład tryumfu kultu zdrowego jedzenia. No cóż, trudno by chyba dziś było na bazie rad Mikołaja z Polski powtórzyć sukces, jaki odniosła na naszych oczach kuchnia św. Hildegardy… A może warto przez ten jaskrawy przykład porad Mikołaja popatrzeć na dzisiejsze ślepą ufność wielu ludzi w naturalną moc medycy średniowiecznej.
  • Dla zainteresowanych koncepcją Mikołaja podaję jego oryginalny przepis na puluere buffonis (mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy jego realizacja): “Weź trzy lub cztery ropuchy, włóż je do nowego garnka i zlep go gliną tak, żeby pary nie mógł wypuścić; potem postaw to przy ogniu tak daleko, aby ropuchy wewnątrz nie spaliły się, lecz tylko wysuszyły; i po dźwięku poznasz, jeśli garnkiem potrzęsiesz, że są tak dobrze wysuszone, że można je sproszkować. Wtedy wyjmij je z garnka [...] i roztłucz drobniutko w moździerzu. Potem schowaj w naczyniu szklanem, dobrze zalepionem, aby nie mogły wyparować” (Experimenta).
  • Jeśli wierzyć Janowi Długoszowi, to empiryczne zainteresowania przyrodą w związanym z magią naturalną nurcie alchemicznym przetrwały w krakowskim klasztorze braci dominikanów co najmniej do XV w. Wówczas to, w marcu 1491 r., gdy „zabawiali się alchemią” doprowadzili do poważnego pożaru, który pochłonął nie tylko kościół św. Trójcy i klasztor dominikanów ale również klasztor franciszkanów, pałac biskupi oraz dużą część miasta (pożar objął m.in. ulicę Grodzką, Bracką, Gołębią i Poselską; zob. Jana Długosza kanonika krakowskiego dzieła wszystkie. T. 14, Historiae Polonicae libri XII, t. 5, Kraków 1873, s. 342).

Warto zobaczyć:

oraz w językach obcych:

1 W Experimenta znajdujemy wzmiankę, że był lekarzem (medicus) polskim, który spędził dwadzieścia lat w Montpellier.

fot. Wiseacre Gardens

Dodaj komentarz

Filed under filozofia medycyny, Stolarska, Uncategorized, XIII wiek, średniowiecze

Gołębia 13 – Niezwykłe miejsce filozofowania (Collegium Witkowskiego)

Collegium Witkowskiego (cc Wikipedia)

Minęła właśnie setna rocznica oddania do użytku neogotyckiego budynku Collegium Witkowskiego. Wybudowany został według projektu Gabriela Niewiadomskiego w latach 1908-1911. Budynek został otwarty 4 marca 1912 r. Z budynkiem tym wiąże się pewien specyficznie krakowski paradoks filozoficzny, ale o nim później.Przyjrzyjmy się najpierw budynkowi. Dziś chyba tylko historycy wiedzą, że przed wiekiem ten uroczy neogotycki budynek był… nowoczesną siedzibą krakowskiej fizyki. Inicjatorem budowy, który pokonał rozliczne trudności i duży opór austriackich władz oświatowych, był wybitny ówczesny fizyk — August Witkowski. On sam jednak nie mógł zbyt długo cieszyć się sukcesem, gdyż zmarł w następnym roku. Dla krakowskiego środowiska naukowego oczywiste stało się, że gmach ten powinien nosić imię Witkowskiego.

August Witkowski (1854-1913) - fizyk, dr filozofii, rektor UJ

Miejsce to związane było z narodzinami współczesnej fizyki polskiej, to tutaj rozwijały się m.in. badania z zakresu fizyki jądrowej. Pracowało tu wielu znanych fizyków: Marian Smoluchowski, Władysław Natanson, Henryk Niewodniczański i inni. To tutaj powstał pierwszy polski cyklotron, uruchomiony przez zespół Niewodniczańskiego 28 grudnia 1956 r.

Dla nas ważne jest to, że wielu polskich fizyków początku XX wieku nie tylko zajmowało się badaniami eksperymentalnymi i rozwojem teorii fizycznych, ale próbowało również z dużym powodzeniem swych sił na gruncie rozważań filozoficznych. Było tak w przypadku Witkowskiego (rozważania o eterze i teorii względności), Smoluchowskiego (m.in. nowoczesna, obiektywistyczna koncepcja przypadku) jak i Natansona (to temat na obszerny doktorat, który został zresztą napisany). Każdej z tych postaci poświęcimy w przyszłości uwagę, dziś skupimy się na dalszych filozoficznych losach tego miejsca.

Collegium Witkowskiego po wybudowaniu (materiały prasowe)

Budynek służył fizykom do 1964 r. (z przerwami podczas obu wojen światowych, które dwukrotnie zniszczyły infrastrukturę naukową), później zagościli tu humaniści (psychologowie i historycy).

Józef Tischner (1931-2000)

Z okresem  związana jest postać ks. Józefa Tischnera, słynnego filozofa, twórcy filozofii dramatu. Jego wykłady były znaczącymi wydarzeniami w środowisku akademickim Krakowa, przyciągając z czasem ogromną liczbę studentów. Do dziś wiele osób wspomina fenomen tych wykładów, podczas których “Tischner, który miał w zwyczaju się spóźniać, nie mógł zwykle wejść do sali; jedynie z wielkim trudem udawało się znaleźć pomiędzy siedzącymi studentami odrobinę miejsca aby postawić stopę i brnąć dalej w kierunku katedry”, a po rozpoczęciu wykładu panowała taka cisza, że można było usłyszeć nawet muchę (W. Skoczny, relacja osobista).

Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu wspomnieniu, oddającemu klimat tamtych czasów:

“W tym okresie wśród moich kolegów zrodził się cotygodniowy rytuał chodzenia na wykłady Księdza Profesora do Collegium Witkowskiego. Tematem było czytanie Fenomenologii ducha Hegla. Przychodzili na nie wszyscy: studenci filozofii, prawa, różnych kierunków filologicznych (tak jak ja), archeolodzy i fizycy (a na pewno zawodowi “słuchacze” z KWMO). W auli często brakowało miejsc, ludzie przesiadywali więc na schodach; niekiedy nawet w korytarzu przysłuchiwali się Jego wywodom przez uchylone drzwi. Było coś konspiracyjnego w atmosferze tamtych spotkań, chociaż gdy myślę o nich dzisiaj, to widzę, że Tischner przede wszystkim studził wtedy głowy, ale nie gasił wiary. Owiewała Go już legenda…” (T. Jagodziński [w:] “Spotkanie z ks. Tischnerem“, Znak, 550, marzec 2001).

 

Tak wyglądały wykłady J. Tischnera (zdjęcie ze zbiorów Instytutu Myśli Józefa Tischnera)

A gdzie podział się paradoks zapowiadany na początku? W dzisiejszym środowisku filozoficznym Krakowa z grubsza rzecz biorąc istnieje nieformalny podział na filozofię ścisłą, zwykle związaną blisko z naukami przyrodniczymi lub formalnymi oraz na filozofię “humanistyczną”, w dużej mierze odwołującej się do Tischnera. Poza nielicznymi wyjątkami, trudno tym dwóm grupom nawiązać z sobą dialog. Natomiast Collegium Witkowskiego było miejscem, gdzie najpierw królowała filozofia pierwszego typu, a później jej miejsce zajęła ta druga. I dziś większość uczestniczących w Dniach Tischnerowskich nie wie, że sala Tischnera mieści się w budynku poświęconym pamięci filozofującego-fizyka Augusta Witkowskiego. A pomnik Kopernika stojący przed budynkiem jest swoistym wyrzutem sumienia dla tych, którzy chcą ograniczać filozofię: najsłynniejszy na świecie polski humanista  znany jest bowiem z wyników obserwacji astronomicznych, prawa dewaluacji monety i rewolucyjnej w skutkach koncepcji  filozofii przyrody otwierającej drogę ku nowożytnej nauce.

Warto przeczytać:

  1. Bronisław Średniawa, Historia filozofii przyrody i fizyki w Uniwersytecie Jagiellońskim, Retro-Art, Warszawa 2001.
  2. Kazimierz Grotowski, “Henryk Niewodniczański. Twórca krakowskiego ośrodka fizyki jądrowej“, Zwoje 3/36, 2003 (można tu przeczytać m.in. wspomnienia o uruchomieniu pierwszego polskiego cyklotronu).
  3. Ankieta: ”Spotkanie z ks. Tischnerem“, Znak, 550, marzec 2001

Dodaj komentarz

Filed under fenomenologia, filozofia nauki, filozofia przyrody, Gołębia, XX wiek

Oświecenie na Kanoniczej… Hugo Kołłątaj

Dziś mija dokładnie 200. rocznica śmierci niezwykłego księdza i filozofa w jednej osobie, jednego z najwybitniejszych myślicieli polskiego oświecenia i wielkiego patriotę.

Hugon Kołłątaj

Józef Peszka (1767–1831), "Hugon Kołłątaj" (przed 1812)

Kołłątaj urodził się daleko od Krakowa, bo w Derdekałach Wielkich na Wołyniu 1 kwietnia 1750 r.  Zmarł również daleko, bo w Warszawie 28 lutego 1812 r. cierpiąc z powodu choroby i samotności. W Warszawie został również pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.

Dlaczego wspominamy o Kołłątaju opisując dzieje filozofii polskiej w Krakowie? Zacznijmy od tego, że Kołłątaj kształcił się w tym mieście (tu uzyskał doktorat z filozofii w 1768 r.) a następnie studia kontynuował w Wiedniu. Powrócił do Krakowa w 1775 r. i uzyskał godność kanonika katedralnego. Wówczas, jak na kanonika przystało,  zamieszkał przy ulicy Kanoniczej 9. Później piastował urząd rektora zreformowanego UJ w latach 1782-1786, odnotujmy, że od 1782 r. mieszkał przy ulicy św. Jana 20 (na roku ul. św. Marka) w kamienicy opatów cysterskich z Jędrzejowa (zwanym później Kamienicą Kołłątajowską) . Kołłątaj w Krakowie przebywał do roku 1779, później udał się do Warszawy, ale to temat na zupełnie inną opowieść.

Z Krakowem wiąże się jednak bardzo ważny okres życia Kołłątaja, obok wpływu na uchwalenie Konstytucji 3 Maja bodaj najważniejszy. Chodzi bowiem o reformę Akademii Krakowskiej przeprowadzoną w latach 1777-1780 w imieniu Komisji Edukacji Narodowej. Reforma ta śmiało wprowadzała w czyn postulaty edukacyjne i filozoficzne polskiego oświecenia. W historii Uniwersytetu Jagiellońskiego reformy kołłątajowskie wyznaczają głęboką cezurę – można powiedzieć, że w wielu wymiarach jedyna uczelnia Korony przeskoczyła ze średniowiecznej scholastyki do nowoczesnej ówczAutograf Hugona Kołłątaja z 1791 r.eśnie nauki. Rangę uczelni miała podkreślać również nowa oświeceniowa nazwa: Szkoła Główna Koronna.

Jan Śniadecki – inny znaczący filozof polskiego oświecenia – tak scharakteryzował reformę kołłątajowską:

“Choćby był nic więcej nie zrobił, przez ten plan w teoryi piękny i w życiu prosty i zbawienny nabył już prawa do sławy w dziejach nauk polskich i do wdzięczności narodowej”.

Zachowały się do dziś niektóre akta wizytacji, które można obejrzeć w wersji elektronicznej oraz tutaj (warto zobaczyć także opis historycznego tła tego dokumentu).

Przytoczmy tutaj jeden z wniosków edukacyjnych Kołłątaja, przybliżający to, czym w praktyce miało być polskie oświecenie (poniższy tekst podaję w transkrypcji dokonanej przez Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie, większy fragment można znaleźć tutaj).:

“Pedantyzm zazwyczaj wkrada się w głowy tych, którzy samymi tylko zatrudniają się naukami. Akademia krakowska do dawnego nauk i dysput przyuczona sposobu, długo by tej podlegała chorobie, gdyby się temu skutecznym nie zapobiegło środkiem. Widzi się za tym rzeczą arcypożyteczną, ażeby w Akademii jeden lub dwaj z majętniejszych i poważniejszych wieczorowe utrzymywali posiedzenia, na których wszyscy Akademicy znajdować by się mogli, przepędzając godzin kilka na konwersacjach uczonych i zabawnych. Jeden człowiek z dobrym gustem na takowych znajdujący się posiedzeniach udzielałby go drugim. Naganione łagodnie i rozsądnie uporczywe jednego zdanie, poprawiałoby wszystkich, nauczyliby się akademicy, iż nie zawsze i jednym sposobem o naukach mówić trzeba, lub że o naukach tylko z katedry gadać można”.

Warto zwrócić uwagę na nowe podejście do nauki, które promował Kołłątaj. Nauka miała być przybliżona życiu a nie wykładana jedynie ex catedra, bo nauka miała przemieniać życie – naprawiać błędy oświecając i uszlachetniając je. Interesujące jest to, że Kołłątaj jako remedium proponuje dyskusje interdyscyplinarne – można go więc uznać, za polskiego prekursora działalności interdyscyplianrnej. Krakowski kanonik nawiązywał do ideału humanistycznego, naukowca otwartego na prawdę w jej wszystkich wymiarach – stąd dyskusja proponowana przez niego nawiązuje do wzorców dyskusji humanistycznych rozwijających się wokół Akademii na przełomie XV i XVI wieku. Wówczas jednak zatryumfowal konserwatyzm krakowskiej wszechnicy, a oświecenie było w dużej mierze powrotem do realizacji tamtych zamierzeń. Oczywiście kontekst był już inny, ale nas powinno zainteresować to, że Kołłątaj wprowadzając do uniwersytetu nowoczesne ówcześnie nauki ścisłe z drugiej strony próbował przeciwdziałać rysującemu się dogmatyzmowi specjalizacji, który do dziś jest utrapieniem środowisk naukowych. Ten krótki, acz uroczy fragment koncepcji Kołłątaja jak widać odsłania przed naszymi oczyma zupełnie nieoczekiwane i piękne karty polskiej myśli filozoficznej.

Plan Kołłątajowski

Warto tu również wspomnieć o tym, że Kołłątajowi Kraków zawdzięcza również sporządzenie dokładnego planu miasta wraz z przedmieściami, wykonanego Roku Pańskiego MDCCLXXXV (dla niełacinników – chodzi o rok 1875). Plan miał służyć celom kołłątajowskiej reformy krakowskiego uniwersytetu – chodziło o inwentaryzację dóbr należących do Alma Mater.  Jak widać duch naukowej metodyki przyświecał temu dziełu – ten piękny widok kartograficzny jest więc równocześnie pamiątką myśli oświeceniowej. Jak widać, w przeciwieństwie do francuskiego oświecenia, w Polsce oświecenie miało wymiar praktyczny – chodziło o naprawę państwa i właściwe urządzenie relacji społecznych. Plan Kołłątajowski to materialny ślad praktycystycznego nastawienia polskiej filozofii, tym razem w wydaniu oświeceniowym.

Warto poświęcić nieco czasu i obejrzeć skan planu w dużej rozdzielczości – w ramach rozrywki warto spróbować przyporządkować dzisiejsze części Krakowa do ówczesnych przedmieść. Więcej na temat planu można znaleźć na stronie poświęconej archiwalnym planom Krakowa.

Niestety czasy były wówczas tragiczne, a Kołłątaj doświadczył boleśnie historii, która zniweczyła na jego oczach dzieło życia. Jak pisał Jan Śniadecki:

“Obrońca swobód ludzkich , wysłużył sobie dziesięcioletnie więzienie. Tyle dobrego zrobiwszy Akademii Krakowskiej, patrzył na jej upadek i na zgubę wszystkich swoich koło niej starań. Dostojność ministra opłacił tułactwem, niewolą i nędzą. Zgoła ludzie zawistni, przygody polityczne i samo przyrodzenie, jakby się to wszystko zmówiło na udręczenie jednego człowieka”.

Dziś budynek przy ul. Kanoniczej 7 jest nadal związany z kanonikami katedry na Wawelu, dzięki którym znalazł tam miejsce Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Dziś w domu Kołłątaja nadal rozwija się filozofia – mają tu miejsce liczne sympozja i konferencje filozoficzne. Tutaj również powiększa się co semestr grono dyplomowanych filozofów, którzy w tym miejscu zdają egzaminy dyplomowe lub bronią rozpraw doktorskich albo zdają kolokwia habilitacyjne. Zapewne Kołłątaj w najśmielszych przypuszczeniach nie zgadłby jakie będą losy miejsca, z którym był związany. Miejmy nadzieję, że byłby zadowolony ze stanu dzisiejszego – być może urzekła by go filozofia w nauce ks. prof. M. Hellera – wszak Kołłątaj uważany jest w filozofii polskiej za pierwszego prepozytywistę i jak widzieliśmy bliska mu była idea dyskusji interdyscyplinarnych!

Kanonicza 9 - po spotkaniu filozofów (fot. A. Walanus)

Dla zainteresowanych:

Hugo Kołłątaj, Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III (1750-1764). wyd. Edward Raczyński.

Ps. Wiele uroczych zdjęć ze spotkań filozoficznych przy ul. Kanoniczej 9 można znaleźć na stronie p. Adama Walanusa:

  • Spotkanie reaktywujące Sekcję Filozofii Przyrody Koła Naukowego Studentów Filozofii UPJPII, 17.01.2012 r. [zdjęcia]
  • Language – Logic – Theology, Copernicus Center International Seminar, 9.12.2011 r. [zdjęcia]
  • Jubileusz ks. prof. M. Hellera, 22.10.2011 r. [zdjęcia]
  • Spotkanie filozofów z astronautą (G. Zamka) [zdjęcia]

Dodaj komentarz

Filed under Kanonicza, oświecenie, oświecenie, XVIII wiek