Monthly Archives: Marzec 2012

Filozofia przyrody z Wojtyłą na św. Marka 8 (Jerzy Janik)

Jerzy A. Janik (fot. A. Walanus)

Tym razem niestety kolejny wpis związany ze smutnym wydarzeniem – 20 marca 2012 r. odszedł od nas  prof. Jerzy A. Janik (ur. 1927), wybitny fizyk i wyjątkowy filozof przyrody. Był on członkiem kilku akademii naukowych i wielu towarzystw naukowych. Dla nas ważne jest, że był również przewodniczącym Komisji Filozofii Nauk Przyrodniczych PAU w Krakowie.

Janik z pochodzenia był lwowiakiem, ale II wojna światowa nie tylko pozbawiła go ojca (zamordowany w Katyniu), ale również wygnała go do Krakowa, z którym to miastem związał się już na całe pozostałe życie. Tutaj studiował fizykę i szybko rozwijał swą karierę naukową zostając jednym z najmłodszych ówcześnie profesorów fizyki (więcej o jego działalności naukowej można znaleźć tutaj i tutaj).

J. Janik podczas ostatniego seminarium Religia-Nauka-Dzieje (fot. A. Walanus)

Dziś odbył się jego pogrzeb na cmentarzu w Bieżanowie Starym, wpis ten poświęcony będzie zatem przypomnieniu niezwykłych spotkań, dzięki którym krakowska filozofia przyrody przetrwała najciemniejszy czas stalinizmu. Postaciami, które odegrały kluczową rolę w tej historii był Karol Wojtyła i wspomniany Jerzy Janik. Spotkania te odbywały najczęściej w mieszkaniu Janików przy ul. św. Marka 8, niekiedy jednak miały miejsce podczas wędrówek w górach.

Tak po latach Jan Paweł II wspominał te „seminaria”:

Wracam często myślą do roku 1953, do tej pamiętnej wyprawy w Gorce, która dała początek naszym dyskusjom i która poniekąd ukonstytuowała tak zwane „środowisko fizyków”. Wędrowaliśmy latem i zimą, łącząc turystykę z dyskusją. W Krakowie spotykaliśmy się w gościnnym domu państwa Janików, najpierw przy placu Dominikańskim, potem na ulicy św. Marka. Były także spotkania u mnie na Franciszkańskiej, a od roku 1978 te spotkania przeniosły się do Castel Gandolfo (wypowiedź z 1997 r.).

Jerzy A. Janik (fot. A. Walanus)

Aby zrozumieć klimat, w jakim doszło do odrodzenia spotkań interdyscyplinarnych musimy odwołać się do sytuacji powojennej – Polska decyzją aliantów znalazła się w strefie wpływów sowieckich i po 1945 r. poddana została silnej sowietyzacji. Okres stalinizmu był czasem najcięższego terroru politycznego, który nie ominął nawet filozofii – możliwe było uprawianie tylko filozofii prawomyślnej jaką był marksizm-leninizm (niekiedy również stalinizm). Różnymi represjami i naciskami usuwano z uczelni filozofów niepokornych wobec nowej ideologii. W tym kontekście neotomizm  rozwijany najpierw dla potrzeb teologii katolickiej nabrał znaczenia, ponieważ był jedyną niemarksistowską filozofią przyrody uprawianą przez większą grupę; miał również cechy tak potrzebnej wówczas intelektualnej opozycji. Kościół i rozwijany w nim neotomizm stawały się praktyczną ostoją wolności myślenia w zniewolonej rzeczywistości.

Jerzy A. Janik

W roku 1953 r. Karol Wojtyła po uzyskaniu habilitacji na UJ (dosłownie w ostatniej chwili przed bezprawnym usunięciem Wydziału Teologicznego z tej uczelni) nawiązał kontakt z grupą krakowskich naukowców. Warto przypomnieć tutaj, że Wojtyła przyjmował  pewną wersję zmodyfikowanego neotomizmu. Wokół niego zgromadzili się fizycy, a spiritus movens tej grupy stał się Jerzy Janik. A oto jeszcze jedno wspomnienie Jana Pawła II, tym razem z roku 1995:

I wreszcie we wrześniu [1953 r.], gdy w górach spadł już pierwszy śnieg, razem z Jurkiem [Janikiem], z Jasią [Janikową], z fizykami wybraliśmy się na pierwszą wyprawę beskidzką, która zaczęła się w Zawoi, od Babiej Góry, a skończyła się chyba gdzieś za Mogielicą. Ta wyprawa była początkiem tego eksperymentu, dialogu filozoficzno-fizykalnego między filozofami a fizykami. Bo okazało się, że Jurek chce mnie wysondować na temat filozofii, od św. Tomasza i Arystotelesa, a ja się specjalnie nie broniłem. Potem stało się to nawykiem, to dyskutowanie problemów między metafizyką i fizyką.

We wspomnianej grupie „fizyków” dyskutowano o kwestiach filozoficznych, jak i poruszano zagadnienia relacji nauka-wiara. Dlaczego nazwa była brana w cudzysłów – najlepszej odpowiedzi udzielił sam J. Janik

Karol Wojtyła, zarówno w okresie krakowskim, jak i późniejszym, gdy został Papieżem, skupiał wokół siebie dwie główne grupy osób. Do jednej należeli ci, którzy nastawieni byli na odkrywanie prawdy – ich interesowały dyskusje na temat (że się tak wyrażę) struktury rzeczywistości. Do drugiej należeli ci, których bardziej interesowało pytanie, jak należy żyć. Pierwsza grupa uzyskała nazwę „fizyków”, a druga „inżynierów”. Należałem do tej pierwszej grupy, będąc istotnie fizykiem. Ale w jej skład wchodzili i chemicy, i matematycy, i biolodzy, i filozofowie, a nawet historycy. (J. Janik, Jan Paweł II a „fizycy”, Nasz Dziennik)

Pierwsze problemy poruszane w tej grupie dotyczyły różnicy pomiędzy abstrakcją fizyczną a metafizyczną. Problematyka ta skierowała dyskusje na temat istnienia, który z jednej strony inspirowany był koncepcją św. Tomasza z Akwinu (złożenie istnienia i istoty w bycie) a z drugiej próbowano odnajdywać analogie do problemów fizycznych.Tak Janik wspominał swoje pierwsze zetknięcie z pewnym aspektem metafizyki tomistyczno-arystotelesowskiej:

Po pierwsze, poznałem potęgę abstrakcji, która daje człowiekowi możliwość myślenia i rozumowania. Abstrakcji, która może sięgać tak daleko, że pomija wszystko z wyjątkiem tego, że coś jest. A drugą ważną rzeczą jest fakt, że słowa jest mogę użyć zarówno w odniesieniu do kamienia, jak i w odniesieniu do Boga. Muszę jednak pamiętać o różnicy, co decyduje o analogii. Siła abstrakcji i siła analogii – oto co niemal w pierwszej dyskusji zakomunikował mi przed laty ks. Karol Wojtyła – wielki erudyta i znawca filozofii. (Jan Paweł II a „fizycy”, Nasz Dziennik)

Seminarium w Castel Gandolfo – przemawia J. Janik (Głos z Torunia, 1999)

Janik – jak wspominał na komisji „Fides et Ratio” – próbował również odnajdywać fizyczne odpowiedniki dla koncepcji Akwinaty. Fizyków inspirowała również kwestia tego, jak rozumieć istnienie na gruncie mechaniki kwantowej. Grupa rozwijała się, spotykając się później przy ul. Franciszkańskiej 3. Po sławnym konklawe i to musiało się zmienić:

Spotkania dyskusyjne z Karolem Wojtyłą – te przy ul. św. Marka 8 – musiały oczywiście skończyć się z chwilą jego wyboru na papieża. Wtedy powstała idea przeniesienia (niejako) tych spotkań do letniej rezydencji Papieża w Castel Gandolfo (J. Janik).

Kontynuacją krakowskich dyskusji stał się więc cykl seminariów naukowych odbywających się w Castel Gandolfo w latach 1980-2003 zatytułowanych „Nauka – Religia – Dzieje”, które po śmierci Jana Pawła II przeniesione zostały do Polski (ostatnie w 2011 r. w Krakowie w PAU).

J. Janik i M. Heller podczas XVI seminarium Nauka – Religia – Dzieje, PAU Kraków (fot. A. Walanus)

Trwałym owocem filozoficznym tych dyskusji jest wprowadzenie koncepcji pola do rozważań metafizycznych wykorzystywano je do klasycznych problemów metafizyki: J. Życiński (pole potencjalności), J. Janik (pole miłości) choć niekiedy rozwiązania były co najmniej egzotyczne: Jacyna-Onyszkiewicz (pole jako podstawa opisu Trójcy Świętej).

Filozoficzne dokonania J. Janika obecnie najpełniej prezentuje zbiór wydany przez Polską Akademię Umiejętności w Krakowie pt. Ontologiczne aspekty fizyki (wyd. 2, nakładem PAU, Kraków 2010).

W przyszłym roku akademickim (2012/2013) w ramach Komisji Filozofii Nauk PAU wygłoszone zostaną referaty poświęcone filozofii J. Janika.

Dla zainteresowanych:

Filozoficze artykuły J. Janika w czasopiśmie PAU-za Akademicka:

  • Jerzy A. Janik, Fizyka wkracza w metafizykę: Postać a Rzeczywistość   (90: str 3)
  • Jerzy A. Janik, Zjawiska (fakty) emergentne   (111: str 1-2)
  • Jerzy A. Janik, Ens, res, unum, aliquid, verum, bonum, …, pulchrum   (119: str 3)
  • Jerzy A. Janik, „Kot” Schrödingera. Esej o treści trochę naciąganej   (139/140: str 3)
  • Jerzy A. Janik, Ontologiczne spojrzenie na mikrocząstki   (150: str 2-3)
  • Jerzy A. Janik, Przestrzeń – uwagi niedostatecznie dogłębne   (162/163: str 2)

Dodaj komentarz

Filed under filozofia przyrody, marksizm-leninizm, neoscholastyka, XX wiek, św. Marka

O pożytkach z jedzenia węży, jaszczurek i ropuch…. albo porady brata Mikołaja z Polski czyli przyczynek do rozważań o rewolucyjności krakowskich dominikanów. (Nicolaus de Polonia)

Dzisiaj przeniesiemy się w okolice ulicy Stolarskiej, do klasztoru dominikanów. Będziemy tu wracać jeszcze wielokrotnie, bo ojcowie dominikanie zapisali się w pamięci Krakowian nie tylko jako kaznodzieje. Rozpoczniemy od postaci, która chronologicznie rzecz biorąc jest pierwszym krakowskim uczonym, którego bez wątpienia można nazwać filozofem. Co więcej, był to filozof który wniósł interesujący wkład do filozofii średniowiecznej, choć poszedł odmiennymi ścieżkami od Tomasza z Akwinu.

Tak mogła wyglądać praktyka medyczna w średniowieczu (Bibliotheque Nationale de France)

Kraków od dawna miał szczęście do medyków o zacięciu filozoficznym. Pierwszym znanym szerzej na kartach historii jest dominikanin, brat Mikołaj, który swą praktykę lekarską rozwijał z dużym powodzeniem w krakowskim klasztorze.

O życiu Mikołaja wiemy stosunkowo niewiele: urodził się ok. 1225-1235 r. prawdopodobnie na Śląsku (Ganszyniec: „Pochodzenia niemieckiego, narodowości polskiej”), dwadzieścia1 lub trzydzieści lat 1270 uczył się w Montpellier, następnie w 1278 r. został nadwornym lekarzem Leszka Czarnego i przeniósł się do Krakowa, gdzie zmarł ok. 1316 r.

Znany pod imionami: Nicolas de Polonia, Nicolas de Bohemia, Nicolaus Polonus, Nicklas von Monpolir, Nikolaus von Mumpelier, Mikulás z Polski, Mikołaj z Polski. Niestety nie znane jest żadne ikonograficzne przedstawienie Mikołaja.

Średniowieczny fresk z Anagni (Włochy) przedstawiający wyimaginowane spotkanie ojców patologii humoralnej – Hipokratesa i Galena (Wikipedia)

Jak piszą William Eamon i Gundolf Keil Mikołaj z Polski był pierwszym, który przeciwstawił się oficjalnej nauce medycyny, uważają go więc za pioniera XIII-wiecznego ruchu medycyny alternatywnej. Mikołaj przeciwstawiał się zwiększaniu nacisku na scholastyczne teoretyzowanie w medycynie kosztem rozwijania praktycznej sztuki medycznej.   Jego pobyt w Montpellier przypadł właśnie na okres, w którym dokonywało się tworzenie medycyny „głównego nurtu” będącej opracowaniem medycyny Hipokratesa i Galena – wspomniani autorzy proces ten nazwali scholastyzacją medycyny starożytnej, a Mikołaja uznali za twórcę nurtu alternatywnego. Jak więc widać, pojęcie medycyny alternatywnej ma długie tradycje. A z ciekawości – proponowano wówczas swoistą matematyzację teorii medycznej: wyróżniano i kwantyfikowano stopnie oddalenia od równowagi organizmu.

Tak można przedstawić sobie koncepcję równowagi czterech humorów: krew, śluz (flegma), żółć, czarna żółć (Wikipedia).

Mikołaj uważał jednak, że praktycznie zorientowana sztuka radzi sobie lepiej z leczeniem od ścisłych konstrukcji teoretycznych (wostatnich czasach podobną tezę głosił niedawno zmarły A. Szczeklik).

W przypadku Mikołaja odrzucenie prymatu teorii miało jednak interesujące podłoże filozoficzne. Rozważając bowiem działanie teriaku, leczniczej mieszaniny uważanej za panaceum, sądził Mikołaj, że jej działania nie da się wywnioskować z wiedzy o działaniu poszczególnych składników (byłby więc antyredukcjonistą i zwolennikiem nowocześnie brzmiącej synergii). Jak piszą komentatorzy: „Dla lekarzy i filozofów przyrody trzynastego wieku teriak symbolizował ściśle empiryczny element, nieredukowalny do racjonalnych, teoretycznych kategorii, w przyrodzie” (s. 186-187). Dla Mikołaja obserwacja ta oznaczała podważenie wiary w możliwość tłumaczenia tego typu substancji w ramach systemu scholastycznego. Myśl niezwykle odważna jak na XIII wiek! Odrzucenie tradycji medycyny scholastycznej było więc wyciągnięciem konsekwencji filozoficznej z problemów epistemologicznych praktyki medycznej. Alternatywa nasuwała się sama – zwrot do empirycznych badań oddziaływań substancji. Mikołaj traktował ją bardzo skrajnie – proponował metodę skutecznego leczenia bez znajomości przyczyn prowadzących do wyzdrowienia.

Koncepcja czterech humorów

Tak w renesansie wyobrażano sobie koncepcję czterech humorów, którą odrzucił Mikołaj z Polski.

Czy można myśleć o Mikołaju jako o pradziadku koncepcji medycyny opartej na faktach (evidence based medicine)? Z pewnością koncepcje te dzieli ogromna odległość, zapewne twórcy nowoczesnej koncepcji nie inspirowali się rozważaniami średniowiecznego medyka, ale wspólne obu koncepcjom jest porzucenie poszukiwania wyjaśnień przyczynowych i dowartościowanie obserwacji. Z pewnością inne były również pobudki do tworzenia tych koncepcji – dla Mikołaja był to religijny zachwyt Tajemnicą świata niezgłębialną w swej ostatecznej instancji rozumem ludzkim. Działające substancje będące wytworem natury – zwane empirykami – działały więc według niego w cudowny sposób, będący konsekwencją boskości Boga-Stwórcy.

Koncepcja Mikołaja jest więc specyficzną wersją argumentu God of the gaps, o tyle interesującą, że otwierała ówczesną średniowieczną medycynę na rozwój poprzez odrzucenie dogmatycznego przywiązania do tradycji Hipokratesa i Galena oraz poprzez otwarcie na badania empiryczne, choć posiadała wszystkie wady tej argumentacji. Co więcej zbliżyła się ona była ona do okultyzmu (sam Mikołaj cenił wysoko filozofię Hermesa Trismegistosa i odwoływał się do niej) – była ona w dużej mierze rodzajem magii naturalnej (magia naturalis).

Ropucha paskówka (fot. Marek Szczepanek, Wikipedia). Według Mikołaja ropuchy miały niezwykłe zastosowania… Kto dziś pomyślałby o ropuchach jako szczególnych przejawach mocy przyrody pochodzącej od Boga?

Można więc patrzeć na Mikołaja jako na prekursora późniejszej o co najmniej dwa wieki renesansowej filozofii przyrody. Filozofia ta wyjaśniała rzeczywistość odwołując się do mocy tkwiących w rzeczach naturalnych, mocy które były wynikiem boskiego zrządzenia i od niego posiadały swą siłę. Dziś taka koncepcja filozofii budzi zrozumiały opór, ale warto o niej pamiętać jako o jednym z etapów rozwoju myśli filozoficznej. Uderzające jest to, że odrodzenie filozofii XIII wieku wywołane odzyskaniem dzieł starożytnych naukowców przyniosło zapowiedź pomysłów, które stały się dominującymi w okresie zwanym Renesansem, niestety były one krokiem w kierunku irracjonalizmu.

Dziś rozwój badań empirycznych pozwolił zapełnić dziury w wiedzy, które zainspirowały Mikołaja do stworzenia koncepcji empiryków – irracjonalność tych elementów była więc wynikiem zbyt radykalnego podejścia do trudności w wytłumaczeniu zjawisk naturalnych. Z tego powodu jego koncepcje są dziś dziś albo jedynie ciekawostką dla historyków nauki albo pożywką dla ludzi spragnionych okultyzmu. Nas jednak na drodze filozoficznej interesuje powinna interesować tylko ta pierwsza kwestia.

Matthias Withoos (1627–1703)

Kilka ciekawostek:

  • Najważniejsza praca Mikołaja Antipocras zachowała się tylko w jednym manuskrypcie (Berlin, codex Philipis, 1672).
  • Ze względu na wskazówki dotyczące leczenia bólu zębów Mikołaj uważany jest za prekursora dentystyki w Polsce.
  • Jak podaje Rocznik Traski Mikołaj był postacią o dużym wpływie na otoczenie (co przypisywano sukcesom jego medycyny): najpierw przekonał braci dominikanów, a następnie samego Leszka Czarnego, by wprowadzić do jadłospisu węże, jaszczurki i żaby. Jeśli była to prawda to płynęłyby stąd dwa interesujące wnioski: żaby zagościły na stołach książęcych tu już w XIII w. no i mamy tu przykład tryumfu kultu zdrowego jedzenia. No cóż, trudno by chyba dziś było na bazie rad Mikołaja z Polski powtórzyć sukces, jaki odniosła na naszych oczach kuchnia św. Hildegardy… A może warto przez ten jaskrawy przykład porad Mikołaja popatrzeć na dzisiejsze ślepą ufność wielu ludzi w naturalną moc medycy średniowiecznej.
  • Dla zainteresowanych koncepcją Mikołaja podaję jego oryginalny przepis na puluere buffonis (mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy jego realizacja): „Weź trzy lub cztery ropuchy, włóż je do nowego garnka i zlep go gliną tak, żeby pary nie mógł wypuścić; potem postaw to przy ogniu tak daleko, aby ropuchy wewnątrz nie spaliły się, lecz tylko wysuszyły; i po dźwięku poznasz, jeśli garnkiem potrzęsiesz, że są tak dobrze wysuszone, że można je sproszkować. Wtedy wyjmij je z garnka […] i roztłucz drobniutko w moździerzu. Potem schowaj w naczyniu szklanem, dobrze zalepionem, aby nie mogły wyparować” (Experimenta).
  • Jeśli wierzyć Janowi Długoszowi, to empiryczne zainteresowania przyrodą w związanym z magią naturalną nurcie alchemicznym przetrwały w krakowskim klasztorze braci dominikanów co najmniej do XV w. Wówczas to, w marcu 1491 r., gdy „zabawiali się alchemią” doprowadzili do poważnego pożaru, który pochłonął nie tylko kościół św. Trójcy i klasztor dominikanów ale również klasztor franciszkanów, pałac biskupi oraz dużą część miasta (pożar objął m.in. ulicę Grodzką, Bracką, Gołębią i Poselską; zob. Jana Długosza kanonika krakowskiego dzieła wszystkie. T. 14, Historiae Polonicae libri XII, t. 5, Kraków 1873, s. 342).

Klasztor dominikanów współcześnie… po kilku poważnych pożarach.

Warto zobaczyć:

oraz w językach obcych:

1 W Experimenta znajdujemy wzmiankę, że był lekarzem (medicus) polskim, który spędził dwadzieścia lat w Montpellier.

fot. Wiseacre Gardens

Dodaj komentarz

Filed under filozofia medycyny, Stolarska, Uncategorized, XIII wiek, średniowiecze

Gołębia 13 – Niezwykłe miejsce filozofowania (Collegium Witkowskiego)

Collegium Witkowskiego (cc Wikipedia)

Minęła właśnie setna rocznica oddania do użytku neogotyckiego budynku Collegium Witkowskiego. Wybudowany został według projektu Gabriela Niewiadomskiego w latach 1908-1911. Budynek został otwarty 4 marca 1912 r. Z budynkiem tym wiąże się pewien specyficznie krakowski paradoks filozoficzny, ale o nim później.Przyjrzyjmy się najpierw budynkowi. Dziś chyba tylko historycy wiedzą, że przed wiekiem ten uroczy neogotycki budynek był… nowoczesną siedzibą krakowskiej fizyki. Inicjatorem budowy, który pokonał rozliczne trudności i duży opór austriackich władz oświatowych, był wybitny ówczesny fizyk — August Witkowski. On sam jednak nie mógł zbyt długo cieszyć się sukcesem, gdyż zmarł w następnym roku. Dla krakowskiego środowiska naukowego oczywiste stało się, że gmach ten powinien nosić imię Witkowskiego.

August Witkowski (1854-1913) – fizyk, dr filozofii, rektor UJ

Miejsce to związane było z narodzinami współczesnej fizyki polskiej, to tutaj rozwijały się m.in. badania z zakresu fizyki jądrowej. Pracowało tu wielu znanych fizyków: Marian Smoluchowski, Władysław Natanson, Henryk Niewodniczański i inni. To tutaj powstał pierwszy polski cyklotron, uruchomiony przez zespół Niewodniczańskiego 28 grudnia 1956 r.

Dla nas ważne jest to, że wielu polskich fizyków początku XX wieku nie tylko zajmowało się badaniami eksperymentalnymi i rozwojem teorii fizycznych, ale próbowało również z dużym powodzeniem swych sił na gruncie rozważań filozoficznych. Było tak w przypadku Witkowskiego (rozważania o eterze i teorii względności), Smoluchowskiego (m.in. nowoczesna, obiektywistyczna koncepcja przypadku) jak i Natansona (to temat na obszerny doktorat, który został zresztą napisany). Każdej z tych postaci poświęcimy w przyszłości uwagę, dziś skupimy się na dalszych filozoficznych losach tego miejsca.

Collegium Witkowskiego po wybudowaniu (materiały prasowe)

Budynek służył fizykom do 1964 r. (z przerwami podczas obu wojen światowych, które dwukrotnie zniszczyły infrastrukturę naukową), później zagościli tu humaniści (psychologowie i historycy).

Józef Tischner (1931-2000)

Z okresem  związana jest postać ks. Józefa Tischnera, słynnego filozofa, twórcy filozofii dramatu. Jego wykłady były znaczącymi wydarzeniami w środowisku akademickim Krakowa, przyciągając z czasem ogromną liczbę studentów. Do dziś wiele osób wspomina fenomen tych wykładów, podczas których „Tischner, który miał w zwyczaju się spóźniać, nie mógł zwykle wejść do sali; jedynie z wielkim trudem udawało się znaleźć pomiędzy siedzącymi studentami odrobinę miejsca aby postawić stopę i brnąć dalej w kierunku katedry”, a po rozpoczęciu wykładu panowała taka cisza, że można było usłyszeć nawet muchę (W. Skoczny, relacja osobista).

Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu wspomnieniu, oddającemu klimat tamtych czasów:

„W tym okresie wśród moich kolegów zrodził się cotygodniowy rytuał chodzenia na wykłady Księdza Profesora do Collegium Witkowskiego. Tematem było czytanie Fenomenologii ducha Hegla. Przychodzili na nie wszyscy: studenci filozofii, prawa, różnych kierunków filologicznych (tak jak ja), archeolodzy i fizycy (a na pewno zawodowi „słuchacze” z KWMO). W auli często brakowało miejsc, ludzie przesiadywali więc na schodach; niekiedy nawet w korytarzu przysłuchiwali się Jego wywodom przez uchylone drzwi. Było coś konspiracyjnego w atmosferze tamtych spotkań, chociaż gdy myślę o nich dzisiaj, to widzę, że Tischner przede wszystkim studził wtedy głowy, ale nie gasił wiary. Owiewała Go już legenda…” (T. Jagodziński [w:] „Spotkanie z ks. Tischnerem„, Znak, 550, marzec 2001).

Tak wyglądały wykłady J. Tischnera (zdjęcie ze zbiorów Instytutu Myśli Józefa Tischnera)

A gdzie podział się paradoks zapowiadany na początku? W dzisiejszym środowisku filozoficznym Krakowa z grubsza rzecz biorąc istnieje nieformalny podział na filozofię ścisłą, zwykle związaną blisko z naukami przyrodniczymi lub formalnymi oraz na filozofię „humanistyczną”, w dużej mierze odwołującej się do Tischnera. Poza nielicznymi wyjątkami, trudno tym dwóm grupom nawiązać z sobą dialog. Natomiast Collegium Witkowskiego było miejscem, gdzie najpierw królowała filozofia pierwszego typu, a później jej miejsce zajęła ta druga. I dziś większość uczestniczących w Dniach Tischnerowskich nie wie, że sala Tischnera mieści się w budynku poświęconym pamięci filozofującego-fizyka Augusta Witkowskiego. A pomnik Kopernika stojący przed budynkiem jest swoistym wyrzutem sumienia dla tych, którzy chcą ograniczać filozofię: najsłynniejszy na świecie polski humanista  znany jest bowiem z wyników obserwacji astronomicznych, prawa dewaluacji monety i rewolucyjnej w skutkach koncepcji  filozofii przyrody otwierającej drogę ku nowożytnej nauce.


 

Warto przeczytać:

  1. Bronisław Średniawa, Historia filozofii przyrody i fizyki w Uniwersytecie Jagiellońskim, Retro-Art, Warszawa 2001.
  2. Kazimierz Grotowski, „Henryk Niewodniczański. Twórca krakowskiego ośrodka fizyki jądrowej„, Zwoje 3/36, 2003 (można tu przeczytać m.in. wspomnienia o uruchomieniu pierwszego polskiego cyklotronu).
  3. Ankieta: „Spotkanie z ks. Tischnerem„, Znak, 550, marzec 2001

Dodaj komentarz

Filed under fenomenologia, filozofia nauki, filozofia przyrody, Gołębia, XX wiek