Category Archives: średniowiecze

Filozofia na wakacje: krakowskie tradycje nominalistyczne?

Czy miasto nosi na sobie ślady doktryn filozoficznych?

Czy ślady debat wokół np. kwestii metafizycznych można w jakikolwiek sposób dostrzec w przestrzeni miasta?

Te i inne pytania pasują w sam raz na wakacyjne upały i na wakacyjne spacery lub przejażdżki rowerem. Filozofia i filozofowie nie muszą chyba być zawsze zamknięci w ciszy gabinetów… Zatem, czy tradycje sporów wokół nominalizmu można jakoś odczytać w przestrzeni miejskiej Krakowa?

Filozofia akademicka w Krakowie rozpoczęła się od odmiany nominalizmu, która dla swej specyfiki nazwana została przed prawie stu laty burydianizmem krakowskim. Nominalizm ten był podstawą rewolucyjnego jak na swe czasy koncyliaryzmu, czyli poglądu o wyższości Soboru nad papieżem w najważniejszych kwestiach Kościoła. Jednak już w II poł. XV wieku doszło do sporu z realizmem, który ostatecznie miał zatryumfować… tyle podręczniki. Wydaje się jednak, że to niezbyt owocne wskazówki dla rozpoczęcia naszych poszukiwań.

Najlepiej więc wybrać się nad Wisłę, koniecznie po bulwarach od strony Kazimierza. W pobliżu dawnego ujścia odnogi starorzecza Wisły natkniemy się na odpowiedź!

mural_1

Trudno nie zauważyć wyzwania czającego się podporze mostu kolejowego.
Uczniowie ks. prof. Stanisława Ziemiańskiego SJ w taki sposób postanowili uczcić swego mistrza.

Ciekawe ilu przechodniów zastanowi się, czy ten mural jest bytem, czy raczej zbiorem bytów…

Czy dostrzegacie inne ślady filozoficznych koncepcji, które napotykamy podczas spacerów po Krakowie?

Zapraszam do zgłaszania kolejnych propozycji w komentarzach!

mural_2

Miłych wakacji i interesujących inspiracji otaczającym nas światem!

 

Postscriptum

Niedaleko od tego miejsca (obok widocznego na zdjęciu środkowego słupa wysokiego napięcia) znajdowała się słynna fabryka Zieleniewskiego, w której przed stu laty pracował Ludwig Wittgenstein. Fabryki już nie ma, dziś wyrastają tam bloki… na szczęście pozostały koncepcje. A co do wyboru miejsca na mural:  czy to naprawdę zbieg okoliczności?

A może Kraków jest tak – przysłowiowo – mały?

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under metafizyka, neoscholastyka, XX wiek, XXI wiek, średniowiecze

650 rocznica powołania Studium Generale – fundamentu krakowskiej filozofii

Obchodzimy dziś jedną z najważniejszych dla polskiej filozofii rocznic. 12 maja 1364 r. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego założono w Krakowie Akademię, która zwana była Studium Generale. Dlaczego ta rocznica jest tak ważna? Sądzę, że zadecydowała ona o tym, że Kraków stał się miastem filozofów – od przeszło 650 lat nieprzerwanie działają pod Wawelem kolejne pokolenia filozofów. Choć upłynęło już tyle wody w Wiśle i przebrzmiało tak wiele pomysłów na uprawianie filozofii, to Kraków wciąż przyciąga coraz to nowych miłośników mądrości.

Wykład uniwersytecki w XVI wieku (fot. Wikipedia)

O tym, że dla rozwoju nauk, a filozofii w szczególności fundacja akademii miała kluczowe znaczenie przekonuje nas fragment supliki kierowanej przez króla do papieża Urbana V rezydującego w Awinionie:

„Z powodu wielkiej odległości innych wszechnic o przeszło 40 dni drogi, nauka w tych krajach jest upośledzona, a liczni szlachetni klerycy z Polski, jedni schwytani, inni uwięzieni, zmarli lub umierają w niewoli”

Papież rychło przychylił się do prośby, a symboliczna data 12 maja 1364 r. związana jest z wystawieniem królewskich przywilejów organizujących uczelnię i stwarzającymi podstawę jej bytu materialnego. Nauka rozpoczęła się dopiero w roku 1367 na trzech wydziałach: sztuk wyzwolonych (1 katedra), medycyny (2 katedry) oraz prawa (8 katedr). Swoistym ewenementem było to, że wydział prawa posiadał aż 5 katedr prawa rzymskiego (cywilnego), co wskazuje na prawniczy charakter Studium Generale. Co ciekawe ta prawnicza orientacja wydała po kilkudziesięciu latach wybitnych myślicieli takich jak Stanisław ze Skarbimierza i Paweł Włodkowic.

Wzorem dla Studium Generale stał się uniwersytet boloński, choć nie było to dokładne naśladowanie pierwowzoru. Najciekawsze zapewne jest dziś to, że rektor wybierany był spośród studentów. Inną ciekawostką – niestety nieco smutną – było to, że Mistrz wydziału Artium wykładał dla największej liczby studentów, a otrzymywał najniższe uposażenie spośród uczonych uniwersyteckich (filozof otrzymywał 10 grzywien srebra, czyli ok. 1,9kg; medycy otrzymywali po 20 grzywien srebra, natomiast prawnicy dostawali aż 40 grzywien srebra!). Niestety już od samego początku honoraria dla filozofów były najmniej szczodre…

O początkach pierwszego polskiego uniwersytetu wiemy stosunkowo niewiele. Niepewna jest choćby lokalizacja: zapewne część zajęć odbywała się na wzgórzu Wawelskim (in castro Cracoviensi seu in universitate studii), inne hipotezy mówią o tym że filozofii uczono w szkole przy kościele Mariackim.

Tablica pamiątkowa przy pl. Wolnica nr 11 (fot. A. Kobos, Zwoje)

Budynki uniwersyteckie zaczęto budować za życia króla na  Kazimierzu, w okolicy dzisiejszego placu Wolnica. Na jednej z narożnych kamienic (nr 11, przylegająca do ul. Bocheńskiej) znaleźć można wysoko umieszczoną tablicę informującą o odnalezieniu w roku 1868 w tym miejscu reliktów budynków uniwersyteckich. To tyle co pozostało po pierwotnym założeniu, co do którego są duże wątpliwości, że spełniało kiedykolwiek funkcję uniwersytecką.

Filozofia – jak w każdym uniwersytecie średniowiecznym – stanowiła podstawę nauczania. Nauczana była na wydziale sztuk wyzwolonych (Artes Liberales), którego ukończenie otwierało drogi dalszej kariery uniwersyteckiej. Filozofia w ramach średniowiecznych uniwersytetów spełniała więc rolę propedeutyki nauk. Tak więc każdy uczony, musiał być filozofem! Czyż nie były to złote czasy filozofii?!

Swoisty program rozwoju kulturowo-intelektualnego Polski, któremu miał służyć uniwersytet, zawarty został w doskonale znanym fragmencie dokumentu Kazimierzowskiego. Przeczytajmy go raz jeszcze, zwracając uwagę na wskazywaną rolę uniwersytetu:

„[…] w mieście naszym Krakowie wyznaczyć i urządzić miejsce, w którym by studium generale w każdym dozwolonym wydziale kwitnęło […]. Niechże więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło, a z jego pełności niech czerpią wszyscy naukami napoić się pragnący. Niechże do tego miasta Krakowa zjeżdżają się swobodnie i bezpiecznie wszyscy mieszkańcy królestwa naszego i krajów przyległych, ale i inni ze wszystkich stron świata” (cyt za: F. Kiryk, Nauk przemożnych perła, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1986).

Uniwersytet miał w zamyśle średniowiecznych teoretyków państwa odgrywał bowiem trudną do przecenienia rolę. Uniwersytet stanowił bowiem w państwie trzecią – obok stanu królewskiego (regnum) oraz stanu kapłańskiego (sacerdotum) – władzę i trzeci filar elity średniowiecznego społeczeństwa. Nie dziwi w tym kontekście, że władcę odmawiającego prawa istnienia studium uważali teoretycy za tyrana. Fundacja uniwersytetu w Krakowie stanowiła więc istotny skok cywilizacyjny ówczesnej Polski, co więcej w tej części Europy był to dopiero drugi ośrodek naukowy (po uniwersytecie cesarskim w Pradze założonym w 1347 r.).

Historycy zgodnie wskazują, że powstanie uniwersytetu nie było wyrazem rozwoju lokalnej tradycji naukowej, stanowiło raczej wynik zewnętrznych, pozanaukowych potrzeb. Trzeba więc i z tego punktu widzenia docenić dalekowzroczność naszej ówczesnej władzy, która potrafiła dostrzec takie potrzeby.

Odnośnie kształtu filozofii uprawianej w Studium Generale wciąż wiemy bardzo niewiele. Zaskakujące jest to, że choć uniwersytet kazimierzowski działał tylko do 1370 roku i w zakresie filozofii wypromował tylko 6 (słownie: sześciu) magistrów, to zbudował on w Krakowie silną tradycję naukową (ciekawe co na to zwolennicy współczesnego „uniwersytetu” masowego). Odwołano się do niej po kilkunastu latach, tworząc z inicjatywy św. Jadwigi nowe, solidne podstawy dla funkcjonowania Akademii Krakowskiej, która bez przerw działa już do dnia dzisiejszego.

*  *  *

A z okazji trwających już w najlepsze w Krakowie juvenaliów dla wszystkich studentów (nie tylko filozofii) zamieszczam fragment przemówienia Stanisława ze Skarbimierza o dawnych problemach studentów zaczerpniętych z mowy zatytułowanej Sermo ad clerum:

„Zatem, najdrożsi, chciejcie zbliżać się do Studium nie jak włóczędzy, uchylający się od wpisu, nie jak lubieżni, ścigający zmysłowe popędy, nie jak zawzięci burzyciele Uniwersytetu, nie jak rozproszeni tam i tu fałszywcy, nie jak dumni, mało poważający magistrów i innych, nie jak nie oddający magistrom należnej im opłaty szalbierze, nie jak uparci, nie wypełniający nakazów rektora, nie jak występni skandaliści, obcujący z Żydami w niedopuszczalnych wypadkach, nie jak Żydów albo innych ludzi bez powodu i bez prawa krzywdzący lub unikający, nie jak pyszni, chwalący się głupio gałęzią rodu, którzy nie przystępują do studium z twarzą i sercem, słowem i czynem. Niech życie będzie zgodne ze słowami, a nauka z obyczajami, a także: tak powinien żyć zbliżający się ku Bogu i ku wam samym, żebyście byli z nim jednym przez łaskę, tak jak on sam jednym jest z Ojcem ze względu na naturę (De summa Trinitate c. II)”

 

Literatura:

 

 

 

Dodaj komentarz

Filed under Plac Wolnica, scholastyka, Wawel, XIV wiek, średniowiecze

O pożytkach z jedzenia węży, jaszczurek i ropuch…. albo porady brata Mikołaja z Polski czyli przyczynek do rozważań o rewolucyjności krakowskich dominikanów. (Nicolaus de Polonia)

Dzisiaj przeniesiemy się w okolice ulicy Stolarskiej, do klasztoru dominikanów. Będziemy tu wracać jeszcze wielokrotnie, bo ojcowie dominikanie zapisali się w pamięci Krakowian nie tylko jako kaznodzieje. Rozpoczniemy od postaci, która chronologicznie rzecz biorąc jest pierwszym krakowskim uczonym, którego bez wątpienia można nazwać filozofem. Co więcej, był to filozof który wniósł interesujący wkład do filozofii średniowiecznej, choć poszedł odmiennymi ścieżkami od Tomasza z Akwinu.

Tak mogła wyglądać praktyka medyczna w średniowieczu (Bibliotheque Nationale de France)

Kraków od dawna miał szczęście do medyków o zacięciu filozoficznym. Pierwszym znanym szerzej na kartach historii jest dominikanin, brat Mikołaj, który swą praktykę lekarską rozwijał z dużym powodzeniem w krakowskim klasztorze.

O życiu Mikołaja wiemy stosunkowo niewiele: urodził się ok. 1225-1235 r. prawdopodobnie na Śląsku (Ganszyniec: „Pochodzenia niemieckiego, narodowości polskiej”), dwadzieścia1 lub trzydzieści lat 1270 uczył się w Montpellier, następnie w 1278 r. został nadwornym lekarzem Leszka Czarnego i przeniósł się do Krakowa, gdzie zmarł ok. 1316 r.

Znany pod imionami: Nicolas de Polonia, Nicolas de Bohemia, Nicolaus Polonus, Nicklas von Monpolir, Nikolaus von Mumpelier, Mikulás z Polski, Mikołaj z Polski. Niestety nie znane jest żadne ikonograficzne przedstawienie Mikołaja.

Średniowieczny fresk z Anagni (Włochy) przedstawiający wyimaginowane spotkanie ojców patologii humoralnej – Hipokratesa i Galena (Wikipedia)

Jak piszą William Eamon i Gundolf Keil Mikołaj z Polski był pierwszym, który przeciwstawił się oficjalnej nauce medycyny, uważają go więc za pioniera XIII-wiecznego ruchu medycyny alternatywnej. Mikołaj przeciwstawiał się zwiększaniu nacisku na scholastyczne teoretyzowanie w medycynie kosztem rozwijania praktycznej sztuki medycznej.   Jego pobyt w Montpellier przypadł właśnie na okres, w którym dokonywało się tworzenie medycyny „głównego nurtu” będącej opracowaniem medycyny Hipokratesa i Galena – wspomniani autorzy proces ten nazwali scholastyzacją medycyny starożytnej, a Mikołaja uznali za twórcę nurtu alternatywnego. Jak więc widać, pojęcie medycyny alternatywnej ma długie tradycje. A z ciekawości – proponowano wówczas swoistą matematyzację teorii medycznej: wyróżniano i kwantyfikowano stopnie oddalenia od równowagi organizmu.

Tak można przedstawić sobie koncepcję równowagi czterech humorów: krew, śluz (flegma), żółć, czarna żółć (Wikipedia).

Mikołaj uważał jednak, że praktycznie zorientowana sztuka radzi sobie lepiej z leczeniem od ścisłych konstrukcji teoretycznych (wostatnich czasach podobną tezę głosił niedawno zmarły A. Szczeklik).

W przypadku Mikołaja odrzucenie prymatu teorii miało jednak interesujące podłoże filozoficzne. Rozważając bowiem działanie teriaku, leczniczej mieszaniny uważanej za panaceum, sądził Mikołaj, że jej działania nie da się wywnioskować z wiedzy o działaniu poszczególnych składników (byłby więc antyredukcjonistą i zwolennikiem nowocześnie brzmiącej synergii). Jak piszą komentatorzy: „Dla lekarzy i filozofów przyrody trzynastego wieku teriak symbolizował ściśle empiryczny element, nieredukowalny do racjonalnych, teoretycznych kategorii, w przyrodzie” (s. 186-187). Dla Mikołaja obserwacja ta oznaczała podważenie wiary w możliwość tłumaczenia tego typu substancji w ramach systemu scholastycznego. Myśl niezwykle odważna jak na XIII wiek! Odrzucenie tradycji medycyny scholastycznej było więc wyciągnięciem konsekwencji filozoficznej z problemów epistemologicznych praktyki medycznej. Alternatywa nasuwała się sama – zwrot do empirycznych badań oddziaływań substancji. Mikołaj traktował ją bardzo skrajnie – proponował metodę skutecznego leczenia bez znajomości przyczyn prowadzących do wyzdrowienia.

Koncepcja czterech humorów

Tak w renesansie wyobrażano sobie koncepcję czterech humorów, którą odrzucił Mikołaj z Polski.

Czy można myśleć o Mikołaju jako o pradziadku koncepcji medycyny opartej na faktach (evidence based medicine)? Z pewnością koncepcje te dzieli ogromna odległość, zapewne twórcy nowoczesnej koncepcji nie inspirowali się rozważaniami średniowiecznego medyka, ale wspólne obu koncepcjom jest porzucenie poszukiwania wyjaśnień przyczynowych i dowartościowanie obserwacji. Z pewnością inne były również pobudki do tworzenia tych koncepcji – dla Mikołaja był to religijny zachwyt Tajemnicą świata niezgłębialną w swej ostatecznej instancji rozumem ludzkim. Działające substancje będące wytworem natury – zwane empirykami – działały więc według niego w cudowny sposób, będący konsekwencją boskości Boga-Stwórcy.

Koncepcja Mikołaja jest więc specyficzną wersją argumentu God of the gaps, o tyle interesującą, że otwierała ówczesną średniowieczną medycynę na rozwój poprzez odrzucenie dogmatycznego przywiązania do tradycji Hipokratesa i Galena oraz poprzez otwarcie na badania empiryczne, choć posiadała wszystkie wady tej argumentacji. Co więcej zbliżyła się ona była ona do okultyzmu (sam Mikołaj cenił wysoko filozofię Hermesa Trismegistosa i odwoływał się do niej) – była ona w dużej mierze rodzajem magii naturalnej (magia naturalis).

Ropucha paskówka (fot. Marek Szczepanek, Wikipedia). Według Mikołaja ropuchy miały niezwykłe zastosowania… Kto dziś pomyślałby o ropuchach jako szczególnych przejawach mocy przyrody pochodzącej od Boga?

Można więc patrzeć na Mikołaja jako na prekursora późniejszej o co najmniej dwa wieki renesansowej filozofii przyrody. Filozofia ta wyjaśniała rzeczywistość odwołując się do mocy tkwiących w rzeczach naturalnych, mocy które były wynikiem boskiego zrządzenia i od niego posiadały swą siłę. Dziś taka koncepcja filozofii budzi zrozumiały opór, ale warto o niej pamiętać jako o jednym z etapów rozwoju myśli filozoficznej. Uderzające jest to, że odrodzenie filozofii XIII wieku wywołane odzyskaniem dzieł starożytnych naukowców przyniosło zapowiedź pomysłów, które stały się dominującymi w okresie zwanym Renesansem, niestety były one krokiem w kierunku irracjonalizmu.

Dziś rozwój badań empirycznych pozwolił zapełnić dziury w wiedzy, które zainspirowały Mikołaja do stworzenia koncepcji empiryków – irracjonalność tych elementów była więc wynikiem zbyt radykalnego podejścia do trudności w wytłumaczeniu zjawisk naturalnych. Z tego powodu jego koncepcje są dziś dziś albo jedynie ciekawostką dla historyków nauki albo pożywką dla ludzi spragnionych okultyzmu. Nas jednak na drodze filozoficznej interesuje powinna interesować tylko ta pierwsza kwestia.

Matthias Withoos (1627–1703)

Kilka ciekawostek:

  • Najważniejsza praca Mikołaja Antipocras zachowała się tylko w jednym manuskrypcie (Berlin, codex Philipis, 1672).
  • Ze względu na wskazówki dotyczące leczenia bólu zębów Mikołaj uważany jest za prekursora dentystyki w Polsce.
  • Jak podaje Rocznik Traski Mikołaj był postacią o dużym wpływie na otoczenie (co przypisywano sukcesom jego medycyny): najpierw przekonał braci dominikanów, a następnie samego Leszka Czarnego, by wprowadzić do jadłospisu węże, jaszczurki i żaby. Jeśli była to prawda to płynęłyby stąd dwa interesujące wnioski: żaby zagościły na stołach książęcych tu już w XIII w. no i mamy tu przykład tryumfu kultu zdrowego jedzenia. No cóż, trudno by chyba dziś było na bazie rad Mikołaja z Polski powtórzyć sukces, jaki odniosła na naszych oczach kuchnia św. Hildegardy… A może warto przez ten jaskrawy przykład porad Mikołaja popatrzeć na dzisiejsze ślepą ufność wielu ludzi w naturalną moc medycy średniowiecznej.
  • Dla zainteresowanych koncepcją Mikołaja podaję jego oryginalny przepis na puluere buffonis (mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy jego realizacja): „Weź trzy lub cztery ropuchy, włóż je do nowego garnka i zlep go gliną tak, żeby pary nie mógł wypuścić; potem postaw to przy ogniu tak daleko, aby ropuchy wewnątrz nie spaliły się, lecz tylko wysuszyły; i po dźwięku poznasz, jeśli garnkiem potrzęsiesz, że są tak dobrze wysuszone, że można je sproszkować. Wtedy wyjmij je z garnka […] i roztłucz drobniutko w moździerzu. Potem schowaj w naczyniu szklanem, dobrze zalepionem, aby nie mogły wyparować” (Experimenta).
  • Jeśli wierzyć Janowi Długoszowi, to empiryczne zainteresowania przyrodą w związanym z magią naturalną nurcie alchemicznym przetrwały w krakowskim klasztorze braci dominikanów co najmniej do XV w. Wówczas to, w marcu 1491 r., gdy „zabawiali się alchemią” doprowadzili do poważnego pożaru, który pochłonął nie tylko kościół św. Trójcy i klasztor dominikanów ale również klasztor franciszkanów, pałac biskupi oraz dużą część miasta (pożar objął m.in. ulicę Grodzką, Bracką, Gołębią i Poselską; zob. Jana Długosza kanonika krakowskiego dzieła wszystkie. T. 14, Historiae Polonicae libri XII, t. 5, Kraków 1873, s. 342).

Klasztor dominikanów współcześnie… po kilku poważnych pożarach.

Warto zobaczyć:

oraz w językach obcych:

1 W Experimenta znajdujemy wzmiankę, że był lekarzem (medicus) polskim, który spędził dwadzieścia lat w Montpellier.

fot. Wiseacre Gardens

Dodaj komentarz

Filed under filozofia medycyny, Stolarska, Uncategorized, XIII wiek, średniowiecze

Na Kanoniczej… rozmyślania o wolności i tolerancji religijnej

Przyglądając się pięknej XV-wiecznej kamienicy przy ul. Kanoniczej 16 dziś trudno domyśleć się prawdziwych filozoficznych związków tego miejsca. Znajduje się tu bowiem hotel noszący imię słynnego astronoma i filozofa… co jest zupełnie błędnym tropem historycznym.

Wspomniany budynek został wzniesiony przez innego myśliciela, współtwórcę polskiej szkoły prawa narodów. Chodzi mianowicie o Pawła Włodkowica z Brudzenia (1370-1435 lub 1436).

W historii filozofii zapisał się dzięki swej argumentacji podkreślającej prawo wszystkich ludzki do tworzenia organizmów państwowych, niezależnie od ich wiary. Uzasadniał to w ten sposób, że odwoływał się do prawa natury, wspólnego zarówno chrześcijanom, jak i poganom. Paweł Włodkowic polemizował z apologetami zakonu krzyżackiego, m.in. zwalczał podczas Soboru w Konstancji paszkwil krakowskiego dominikanina Falkenberga przeciw Jagielle i Królestwu Polskiemu.

Na podstawie Ewangelii i prawa naturalnego Włodkowic przyznawał takie same prawa chrześcijanom i poganom. Uzasadniał on, że Chrystus umarł na krzyżu za wszystkich ludzi, z czego wynika, że każdy człowiek (obdarzony taką samą naturą) ma takie same prawa. Na tej bazie rozważając relacje państw chrześcijańskich rozwinął Włodkowic koncepcję prawa międzynarodowego. Uznał on, że państwa chrześcijańskie nie mają żadnych powodów, aby napadać pokojowo nastawione państwa pogańskie – „wiara nie powinna być z przymusu” (fides ex necessitate esse non debet).

Sformułował on również zasadę tolerancji, która mówiła, że żadnej społeczności nie można siłą narzucać wartości, do których ta wspólnota nie dojrzała. Uzasadniał to odwołując się do chrześcijaństwa – żadne zło (przemoc) nie może być środkiem do dobra:

„Skoro niewierni chcą żyć spokojnie wśród chrześcijan, nie należy wyrządzać im żadnej przykrości na osobach i mieniu. […] Grzeszy więc władca, jeżeli bez powodu ich [go] pozbawia; nawet i papież nie powinien zabierać im mienia, lecz przeciwnie, dopóki może, winien ich tolerować.A racja tego, co powiedziano, jest abyśmy przez obcowanie z nimi mogli przyczynić korzyści z nich dla Pana. A szczególnie należy tolerować Żydów, ponieważ przez ich księgi udowaniamy prawdę i wiarę naszą” (L. Ehrlich, Pisma wybrane Pawła Włodkowica, t. 1., Warszawa 1968).

Traktat Pawła Włodkowica (Konstancja, 1417) - ocalony z zasobów Polska.pl

Spacerując ulicą Kanoniczą i podziwiając gotyckie kamienice warto zadumać się nad pojęciem tolerancji i skonfrontować dawną polską tradycję z narzucającą się nowoczesnością…

Dla zainteresowanych:

S. Wielgus, Paweł Włodkowic [w:] Encyklopedia filozofii polskiej, t. 2., Lublin 2011, s. 306-311.

Wersja łacińska w transkrypcji: Traktat o zakonie krzyżackim i o wojnie Polaków przeciwko wzmiankowanym braciom (1417) [z przykrością trzeba stwierdzić, że opracowanie materiałów Pawła Włodkowica oraz inne cenne materiały historyczne zostały zablokowane po przejęciu portalu Polska.pl przez Agora SA]

2 Komentarze

Filed under Kanonicza, scholastyka, średniowiecze